niedziela, 28 grudnia 2014

83. Szczeniaczek

Trzymała pistolety na wysokości głowy i serca minusa. Miał cały czas nieustraszoną minę. Nawet nie było widać, żeby się bał.. Czy on się w ogóle czegoś boi? Patrzył na mnie miną, która mówiła ,, Jeżeli mnie zabijesz, będzie jeszcze gorzej”. Kara odblokowała spust. Chciała strzelić, ale coś pociągnęło ją w dół.
- Kara! Nie rób tego!- powstrzymał ją XANA
- Czemu?!- spytała zszokowana
- To mój brat!- Kara spojrzała na niego dziwnym wzrokiem. Patrzyła raz na minusa, raz na Xaviera. Zaczęła piszczeć. Była skołowana jeszcze bardziej.
- Wiedziałam, że trzymacie się razem!- wrzeszczała.
- Nie trzymamy się razem!- wydarł się minus.- Nie chcę mieć nic.. żadnego do czynienia z tym debilem.- po czym zniknął. Teraz zostali sami. On i ona.. Patrzyli sobie w oczy..
- Ja myślałam, że.. Ty mi pomagasz.- powiedziała ze łzami w oczach.
- Bo tak jest.- powiedział i podszedł do niej. Ona się oddaliła.
- Nie zbliżaj się do mnie. Nigdy więcej!!- i wybiegła z kotłowni. XANA patrzył na biedną, ciekającą dziewczynę. Nie chciał, żeby dowiedziała się w taki sposób.. Odwrócił się i ruszył w stronę swojego domu, gdyż spędził w kotłowni ponad trzy godziny.
—————————————————————————————-
Wbiegła do swojego domu w pustelni cała w łzach

anime-glamorous-anime-girl-cry-background





Rzuciła się na poobdzierane łóżko w pokoju  gościnnym, w którym spała. Spojrzała na zegarek. Było trudno stwierdzić, która godzina, ponieważ wszystko w okół niej zaczęło się rozmazywać. Przetarła oczy ręką i tym razem zegar pokazywał godzinę osiemnastą czterdzieści dwa.
- Czemu.. On mi nic nie powiedział.. On może chciał wydobyć ze mnie jakieś informacje.. A może te wirusy.. Może oni to razem uknuli i chcą mnie.. zabić przez nie?- myślała na głos brunetka. Jej włosy zmieniały pomału kolor na czarny. Pewnie jak by wróciła teraz do szkoły, nikt by jej nie poznał.
- Pora iść do marketu po coś do jedzenia.- pomyślała. Nie jadła już nic od ponad czterech dni. Wstała z łóżka z myślą, że nie ma co się nad sobą użalać i wyszła z domu. Ruszyła prawie pustą drogą do super marketu.
- O tej godzinie Kasia zawsze robi komplet ubrań.- znowu przeszło jej przez myśl.- Obym na nią nie trafiła.- Weszła do środka. Każdy spojrzał się na nią dziwnie. No tak. Wyglądała teraz jak ofiara losu. Poczochrane włosy, brudne ubrania,  rozmazany makijaż, plamy krwi.. Nie zwracając na nich uwagi ruszyła przed siebie. Na chwilkę usiadła na ławce, ale zaraz pożałowała.. Czemu ona zawsze musi mieć rację?!
- Ten błyszczyk jest wspaniały!- wydarła się pewna blondynka na pół marketu.
- No nie był bym taki pewny.- odezwał się brunet trochę ciszej. Kara schowała się za jednym stoiskiem.
- Chcesz spróbować?- spytała niebieskooka.
- Chętnie.- powiedział i pocałował ją w usta. Brunetka zobaczyła potem więcej postaci idących w stronę Kasi i Ulricha.
- Przestańcie. To jest miejsce publiczne.- powiedziała Jade śmiejąc się. Kara na ten głos, aż się skrzywiła. Wyjrzała z swojego miejsca, w którym się chowała. Zobaczyła, że oni idą w jej stronę.. Schowała się głębiej.  Usiedli na ławce, na której siedziała brunetka.
- Ta sukienka jest lepsza od tej, czy ta od tej?- pytała Kasia
- Sądzę, że dwie są świetne.- powiedziała Mila. Kara miała już łzy w oczach. Kiedyś to ona się całowała, śmiała, wygłupiała. A teraz musi się chować przed swoimi przyjaciółmi.. Zupełnie o niej zapomnieli. Nie było jej z nimi tylko trzy tygodnie.. Nawet nie odezwą się do niej.. Jej oczy znowu zaświeciły się na czarno. Wyszła ze swojej kryjówki i ruszyła w stronę swoich przyjaciół. Zaczęła grzebać w swojej zniszczonej torebce i wyjęła pistolet. Przeładowała amunicje. Oni patrzyli na nią zszokowani.
- Kara..?- spytał Odd. Spojrzała na niego z nienawiścią i wycelowała w niego. Chwilę później przeniosła broń na Jade. Kara uśmiechnęła się szyderczo.
- Kara, uspokój się!- powiedziała Kasia podchodząc do dziewczyny. Wzrost Kary zmienił się tak, że mogła patrzeć na Kasię z góry.
- Nie będę spokojna!- krzyknęła i wystrzeliła jeden nabój z pistoletu prosto w sufit. Kilka strażników otoczyło Karę. Zmierzyła ich ostatni raz wzrokiem. Było słychać głośny strzał. Chciała ich na razie tylko nastraszyć strzelając w podłogę. Ochroniarze wyjęli swoje bronie i wycelowali w czarnooką.
- Nie daliście mi wyboru.- powiedziała do siebie i uśmiechnęła się złowieszczo. Wystrzeliła jeden nabój w mężczyzne. Trafiła. Upadł ciężko na ziemie. Omijała zgrabnie naboje innych jednocześnie wystrzeliwywując innych. Po pewnym czasie jeden z ochroniarzy złapał Karę od tyłu i przystawił jej nóż do gardła. Wszyscy uciekali. Zostali tylko wojownicy Lyoko. Dziewczyny piszczały, a chłopaki zakrywali sobie usta rękoma. Jeden mężczyzna.. chyba snajper, trzymał pistolet przy miejscy gdzie znajduje się serce. Odd chciał do mnie podbiec i zabrać mnie jak najdalej stąd, ale William go zatrzymał.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że zabiłaś dziesiątki niewinnych ludzi?- spytał facet, który przyciskał jej nóż do szyi.- Nie zabiłaś tylko ochroniarz, zabiłaś też niewinnych ludzi, a w tym dzieci!- wydzierał się. Jej oczy były cały czas czarne. Nie odzywała się, ponieważ chciała, żeby całe emocje opadły, ale nic to nie dawało.. Ta sytuacja denerwowała ją jeszcze bardziej. Kopnęła mężczyznę, który zarżnął jej szyje mocno nożem. Złapała się za bolące miejsce. Jej ręka była cała w krwi.. Ale byłą wolna.. Szybko wykopała pistolet z ręki drugiego faceta i zastrzeliła go bez wahania. Podniosła nóż z ziemi.
- Kara nie!- wrzasnęła Kasia. Ulrich trzymał ją mocno w talii. Podeszła do mężczyzny, który podciął jej gardło. Ukucnęła przy nim.
- Nie rób mi nic.- powiedział zrozpaczony mężczyzna.- Ja mam rodzinę..
- A ja jestem czternastoletnim dzieckiem, a chciałeś mnie zabić.- powiedziała szyderczo klękając przed nim.
- Nie chcia..- nie dokończył, ponieważ nóż wylądował w miejscu gdzie znajduje się serce. Kasia zemdlała, a Ksenia i Mila ledwo trzymały się na nogach. Po chwili oczy dziewczyny zrobiły się z powrotem czerwono-czarne. Usłyszała pisk dzieci i jakiejś kobiety. Kobieta kazała zostać dzieciom w ukryciu, a sama podbiegła do tego mężczyzny. Kara wstała na równe nogi. Patrzyła na tą scenkę, brudna od krwi i cała we łzach. Kobieta przytulała martwego mężczyznę mówiąc, żeby nie umierał. Brązowowłosa kobieta spojrzała na dziewczynę z nienawiścią. Kara spojrzała na wojowników Lyoko i wzrokiem kazała im odejść. Oni mówili, że nie. Po chwili poczuła mocny ból w brzuchu. Upadła na kolana. Jedną rękom podtrzymywała się ziemi, a drugą trzymała za postrzelone miejsce. Ksenia nie wytrzymała i upadła na podłogę. Spojrzałam na kobietę, która upuściła pistolet i pobiegła do swoich dzieci zabierając je do domu.
- Ja chcę do tatusia!- piszczała mała dziewczyna w warkoczykach. Kara rozpłakała się. Nie wierzyła w to, że zabiła ojca małych dzieci.. nie wierzyła, że zabiła kogo kolwiek.. Odd podszedł do niej.
- Kara, jak mogłaś to zrobić?- spytał Odd ze łzami w oczach.
- Wiesz przecież, że to nie ja.- powiedziała ciężko oddychając.- to przez te wirusy..- Odd ukucnął obok niej i spojrzał jej w oczy. Ona szybko wstała i z bolącym brzuchem i gardłem wybiegła z marketu. Pobiegła do swojego domu w pustelni. Otworzyła drzwi kopiąc je.. Pobiegła szybko do apteczki i wyjęła dużo bandaży. Zaczęła opatrywać swoje zakrwawione miejsca. Kiedy skończyła położyła się do łóżka i spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina dwudziesta druga. Po chwili jej oczy zamknęły się, bez wyrzutu, że kogoś zabiła.
———————————————————————————————–
Obudził ją głośny dzwonek do drzwi. Zdziwiona otworzyła oczy i spojrzała na budzik, który wskazywał godzinę ósmą. Leniwie wstała z łóżka i przetarła oczy. Podeszła do drzwi i otworzyła je. Spojrzała przed siebie.. Nikogo nie zauważyła. Kiedy chciała zamknąć drzwi jej wzrok automatycznie powędrował w dół. Zobaczyła czarne pudełeczko
prezent










Na pudełku byłą kartka z napisem:
Cześć, ostatnio dużo się działo. Twoje nerwy są teraz wystawiane na ciężką próbę. Dlatego daje Ci coś co trochę ostudzi twoje emocje. Również daje ci ten prezent, żeby przeprosić za tą sprawę. Myślę, że Ci się spodoba. Powodzenia i myślę.. że niedługo się spotkamy.
- Kto mi dał ten prezent?- spytała się sama siebie. Wzięła pudełko i weszła do domu. Poczuła, że coś w środku się rusza. Wystraszyła się, ale delikatnie położyła je na zakurzonym stole. Odwiązała wstążeczkę i rozerwała papier. Podniosła wieczko pudełka i spojrzała do środka. Jej oczy zaświeciły się radością. Jej serce pierwszy raz od dłuższego czasu wypełniła wielka, naprawdę wielka radość oraz miłość. Wyjęła małe stworzenie z pudełeczka i spojrzała na nie. Położyła je sobie na kolanach..
8ec70f15001129d3500ea516







- To chyba lablador*.- pomyślała i zaczęła głaskać zwierzątko, które się do niej mocniej przytuliło.- Teraz mam dla kogo żyć, nawet z tymi wirusami.- powiedziała i przytuliła delikatnie małą kuleczkę. Tylko będzie gorzej jak ją poniesie i będzie chciała go zabić.. Tak to jest on..
- Nazwę cię..- zamyśliła się.- Tenebris!- powiedziała ucieszona.- Myślę, że nie uciekniesz ode mnie jak moi przyjaciele?- spytała,a piesek na znak, że ,, nie” polizał ją po nosku.
———————————————————————————
Tak! Mamy kolejny rozdział. Taki sobie.. Ale myślę, że jednak się spodoba..
Dedykacja dla Ali ponieważ nigdy Ci nie dedykowałam notki :)
* to w opowiadaniu jej lablador nawet jeśli na zdjęciu go nie ma :D
Pytanka <3
1. Od kogo mógł być ten prezent?
2. Czy przyjaciele pomogą Karze
3. Czy brązowowłosa zabije więcej osób?
Kolejny rozdział nie wiem kiedy :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz