niedziela, 28 grudnia 2014

41. Wirusy cz.4

Ta jedna lekcja dłużyła się dla mnie w nieskończoność. Czułam się jakby ta lekcja trwała już około 2 godzin, a wcale nie robiło mi się lepiej. Spojrzałam błagalnym wzrokiem na Odd’a, ale on wogóle się na mnie nie patrzył tylko malował coś w swoim zeszycie. Wyjęłam komórkę chciałam zobaczyć która godzina, ale to co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Napisałam do Kasi SMS’a. ,,Kaśka, ratuj!” i wysłałam. Kasia, akurat bawiła się swoją komórką i dość szybko przeczytała wiadomość. Spojrzała na mnie.
- Przepraszam dzieci, ale musze wyjść na 5 minut. Proszę abyście zbytnio nie hałasowali.- powiedziała pani Mayer i wyszła z klasy. Oczywiście jak na zawołanie, po wyjściu pani zrobiło się tag głośno jak w Zoo. Głowa mi pękała. Kasia podeszła do mnie i usiadła obok mnie. Ja opuściłam wzrok.
- Kara. Co się stało?- spytała przerażona Kasia
- Spojrzyj na moje oczy!-prawie krzyknęłam. Kasie zamurowało.
- Są.. niebieskie?- spytała niepewnie Kasia. Ale jak to? Przecież jak patrzyłam to były..
- Nie! One.. Kasia ja muszę stąd wyjść, głowa mnie boli.- powiedziałam i wstałam. Ona też wstała i obie wyszłyśmy z klasy.
- Kochanie, jesteś chora.- powiedziała Kasia.- Musisz wrócić do gabinetu pielęgniarki.- Ja z chęcią pokiwałam głową. Po prostu już nie mam siły. Ruszyłyśmy w stronę pokoju piguły. Ja ledwo trzymałam się na nogach. Doszłyśmy. Zapukałyśmy i weszłyśmy.
- O, Kara, widzę, że zechciałaś wrócić.- powiedziała i spojrzała na mnie zatkała sobie buzię ręką.- Dziecko kochane, cos ty ze sobą zrobiła. Natychmiast kładź się do łóżka.- powiedziała i poszła po leki i termometr. Po chwili podeszła do mnie i zmierzyła mi temperature. Kiedy wyjęła termometr znowu osłupiała.- Kara, ty masz 40 stopni gorączki.- zrobiłam wielkie oczy. Umieram!!- Spokojnie, dam Ci zaraz leki i powinnaś mieć trochę niższą temeraturę.- powiedziała po czym dała mi jakieś proszki. Wzięłam je i połknęłam bez popijania wodą. Zawsze myślałam, że to bardziej pomoże, ale może się mylę.
- Kasiu, idź na lekcje.- powiedziałam. Nie chciałam, żeby oglądała mnie w takim stanie. Nie chcę, żeby KTOKOLWIEK oglądał mnie w takim stanie.
- Nie, nie mogę Cię tutaj zostawić.- powiedziała przez łzy. Ona zawsze była i będzie moją siostrą. Zawsze mi pomagała, kiedy byłam sama..
- Owszem, możesz.- powiedziałam i uśmiechnęłam się słabo.- Nic mi nie będzie. A zresztą.. Kto mi da spisać lekcję jak nie ty?- spytałam
- Kara, nie mogę.
- Bo zaraz zadzwonię do Ulricha.- zagroziłam.- On napewno Cie stąd zabierze.
- Ale Kara.. Yh.. Obiecuj, że nigdzie nie pójdziesz.
- Jasne, i tak nie mam siły, żeby gdziekolwiek iść.- i przymknęłam oczy, ponieważ to oślepiające światło mnie oślepiało.
- Dobrze, przyjdę do Ciebie po lekcjach.- powiedziała Kasia
- Jasne, leć już
- Pa
- Dozo.- powiedziałam już kiedy była za drzwiami.
Oczami Kasi:
Kiedy wyszłam z gabinetu łzy popłynęły mi po policzkach. Jak jej się coś stanie nie daruje sobie tego. Wolnym krokiem szłam pod klasę od chemii. I tak już nie zdążę na matme. Usiadłam przed klasą i schowałam głowę w nogach. Usłyszałam dzwonek oznajmujący koniec lekcji. Zobaczyłam moją klasę, która biegła pod klasę pracowni chemicznej.
- Kochanie co się stało?- usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Nic, zupełnie nic, jest dobrze.- uśmiechnęłam się przez łzy.
- A gdzie Kara.- delikatnie spytał Odd
- U piguły..- po chwili spojrzałam na nich z nienawiścią.- Czy wy się w ogóle ją interesujecie?!- krzyczałam.- Jak byście się nią interesowali to byście wiedzieli gdzie jest!
- Spokojnie.- powiedział Ulrich.
- Nie będę spokojna. Karze coś jest, a ja nie mam zielonego pojęcia co!
- Czy to nie jest dziwne.- Jeremy próbował zmienić temet.- Ani XANA, ani minus nie atakują już od jakiegoś dobrego miesiąca.
Uspokoiłam się. Przecież to nie ich wina..
- Tak to dość dziwne..- zaczęła Mila.- A co jak któryś z wirusów to wykorzysta i zaatakuje kiedy Kara jest u piguły?- wystraszyłam się tak samo bardzo jak Mila.
- Jak będzie atak dowiemy się o tym.- powiedział Jerr.- Na razie jest bezpieczna.
- Masz racje, za bardzo panikuje.- powiedziała Mila. Przecież to jest pewne, że zaatakują ją. W takim stanie to dobry moment do ataku.
Moimi oczami:
Leżałam bezwładnie na łóżku. Nie mogłam ruszać ani rękami, ani nogami. Było coraz gorzej. Po chwili czułam, że nie mogę złapać oddechu. Nie miałam siły, żeby jakoś na to zareagować. Zamknęłam oczy. To już koniec. Umieram tak jak chciał minus. W cierpieniu.
———————————-
Cześć! W końcu mamy kolejny rozdział! Wpadłam na pomysł, żeby napisać też stronę z postaniami ——->       http://kod-lyoko-opowiadania-kary.blog.pl/informacje/postacie/        <——— Następny post przewiduję.. Jutro ^.^ I naprawdę przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale wiecie to wszystko przez szkołę, ale to nadrobię. Kara :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz