UWAGA! Ten rozdział może mieć dużo nieetycznych, zakrwawionych zdjęć. Będzie dużo walki, ucieczek. Będą brzydkie słowa. Oraz morderstwa, odcinanie różnych części ciała i przede wszystkim, płacz, krew, krew, krew, krew i krew. Więc jeśli nie jesteś nerwowo na to przygotowany/a nie czytaj tego rozdziału :)
————————————————————————————-
Usłyszałam czyjeś niespokojne kroki. Nie chętnie otworzyłam oczy. Po pokoju chodziła Kasia cała zdenerwowana.
- Cześć.. Co się stało?- spytałam nie pewnie.
- Co się stało?! Przychodzisz późno, ja się o Ciebie martwię i ty się jeszcze pytasz co się stało?!- krzyczała na mnie. Podeszła do mojego łóżka i nachyliła się nade mną.- Następnym razem odbieraj komórkę i poinformuj, że wrócisz potem. Nie miałam pojęcia co powiedzieć temu debilowi Jimowi!
- No sorka, ale nie denerwuj się tak na mnie!- powiedziałam spokojnym głosem. Kasia tylko westchnęła.
- Ubieraj się. Zaraz mamy ten projekt.- powiedziała wychodząc z pokoju. Wstałam nie patrząc na zegarek. Wyjęłam z szafy pierwsze lepsze dresy i do tego bluzę. Wzięłam torbę do której spakowałam notes i długopis. Wyszłam z pokoju. Wyszłam na szkolny dziedziniec. Było już dużo uczniów klas II plus pani Hertz. Podeszłam do przyjaciół.
- No i co.. Mamy już pary?- spytałam
- Mogłaś się nie spóźniać to byś wiedziała.- powiedziała Mila.- Jesteś z Oddem
- Spodziewałam się tego.- powiedziałam i roześmiałam się.- zawsze tak jest.. a ty jesteś z..
- Okej czekaj. Powiem Ci wszystkich. Ja jestem z Williamem, Ksenia z Jeremym ty z Oddem i Kasia i Ulrich mają najgorzej.. Kasia z Hervem, a Ulrich z Sissi
- Uuuu.- zaczęłam się śmiać jak szalona. Kaśka się na mnie rzuciła i zaczęła ciągnąć za włosy, a ja śmiałam się jeszcze głośniej.
- Uwaga! – krzyknęła pani Hertz.- Wszyscy mają notatniki, ołówki i długopisy?!- wszyscy krzyknęli, że tak.- W takim razie idziemy do parku szykować projekt. Projekt ten będzie polegał, że w parach musicie narysować rośliny i opisać je! Kto narysuje najwięcej roślin i opisze je jak najdłużej dostanie dobrą ocenę plus nie będzie musiał się martwić, że nie zda z biologii.
- No to jednak dobrze, że jestem z tobą Kara.- powiedział Odd
- Czyli jak mam się domyślać to ty rysujesz ja opisuje, ta?
- Jak byś zgadła.- uśmiechnęłam się do niego, ale po chwili zwróciłam uwagę na jego plecak, który dziwnie się ruszał.
- Nie mów, że wziąłeś Kiwiego!-powiedziałam oburzona
- Przecież będziemy w parku! A to dobrze, akurat będzie mógł się załatwić.- spojrzałam na niego dziwnym wzrokiem
- Więc ruszajmy.- powiedziała pani Hertz. Wszyscy szli za nauczycielką. Wszędzie było słychać podniecone głosy.- Macie na to równe trzy godziny. Za trzy godziny spotykamy się w tym miejscu. Powodzenia.- powiedziała. Rozeszliśmy się każdy w swoje strony. Kiedy dotarliśmy z Oddem do pobliskiego drzewa, wypuścił psa, który zaczął latać na wszystkie strony wszystko obwąchując. Ja usiadłam na ziemi opierając się o to drzewo. Odd zrobił tak samo.
- Wiesz co.. – przerwałam ciszę.- Nie jestem pewna, czy dobrze robiłam oglądając z wami te horrory. Teraz, kiedy jest minus.. i XANA, wszystko jest możliwe.
- Nie masz się czego bać.- powiedział i uśmiechnął się.- Dopóki ja tu jestem nie musisz się niczego bać.- wyjął swój notes, a ja swój.
- Dobra co pierw opisujemy?- spytałam
- Może to coś?- pokazał palcem na jakąś roślinę.
- Paprotka?- spytałam niepewnie.
- A czemu by nie? Chyba też jest rośliną?
- Dobra, niech będzie.- wyjęłam długopis i zaczęłam pisać. Po dziesięciu minutach miałam całą zapisaną kartkę. – Jak Ci idzie?
- Całkiem dobrze. Już kończe.- i po kolejnych pięciu minutach mieliśmy narysowaną śliczną paprotkę. Zaczęliśmy opisywać i rysować kolejne rośliny. Po godzinie zadzwonił telefon Odda.
- Halo?- powiedział do słuchawki.- Co? Przecież ja mam zajęcia.. Dobra, dobra, zaraz będę.- rozłączył się
- A ty gdzie masz zamiar iść?- spytałam patrząc na niego z wyrzutem.
- Rodzice dzwonili.. Chcą, żebym przyszedł na chwilę do nich..- mówił cały czas patrząc na mnie. Chyba chciał zobaczyć moją reakcje. Dobra, nie jestem zadowolona, że chce mnie zostawić samą, ale również nie będę mu zabraniała iść.
- Dobra idź. Jakoś sobie poradze.- powiedziałam i wzięłam z powrotem długopis do ręki
- Spokojnie. Przecież wrócę. Jak coś zostawiam Ci Kiwiego, żebyś nie czuła się sama.- puścił do mnie oczko i wstał.
- Dobra, ale obiecaj, że nie długo wrócisz.
- Obiecuje.- i pobiegł w stronę szkoły. Spojrzałam na moją pracę. Jeszcze kilka roślin i mogę skończyć. Po niespełna piętnastu minutach usłyszałam jakieś dźwięki ruszających się krzaków. Podniosłam się i zaczęłam pakować wszystkie rzeczy do mojej torby.
- Kiwi!- krzyknęłam. Nie przybiegł. Dźwięk nasilał się coraz bardziej. Zobaczyłam pieska, który biegnie w stronę szkoły szczekając.- Spokojnie, to nie może być nic strasznego.- mówiłam do siebie.- To moja wina, że oglądałam tak dużo horrorów!- kiedy dźwięk był coraz bliżej, zaczęłam uciekać. Za rozwidnieniu, nie miałam zielonego pojęcia, w którą stronę pobiec. Spojrzałam za siebie. Nic nie widziałam, a dźwięk był głośniejszy. Wybrałam prawą ścieżkę i zaczęłam biec jak najszybciej, uciekając od tego dźwięku. Po niecałej minucie poczułam mocne uderzenie, a potem.. nie widziałam zupełnie nic.
————————————————————————————
Kiwi biegł do szkoły cały czas szczekając. Był nie spokojny. Wchodził w różne kąty szukając swojego pana. Po niespełna piętnastu minutach znalazł blondyna idącego w stronę parku. Podbiegł do niego i zaczął szarpać go za nogawkę spodni.
- Co jest piesku? Czemu uciekłeś od Kary?- pies zaczął być coraz bardziej nerwowy.- Coś się jej stało?- i pobiegł w stronę parku. Odd wyjął komórkę i zadzwonił do wojowników. Zaczął biec za psem. Przy skrzyżowaniu dróg spotkał się z przyjaciółmi.
- Gdzie Kara?- spytała wystraszona Kasia
- Właśnie tego nie wiem.- powiedział Odd.
- Mi się wydaje, że pobiegła tędy.- powiedziała Mila pokazując prawą ścieżkę.
- Po czym tak wnioskujesz?- spytał Will.
- To proste! Spojrzyjcie na te drzewa, mają.. czarną korę, a to się w ogóle w przyrodzie nie zdarza..
- Cóż zawsze można zaryzykować.- powiedziała Ksenia i poszła jako pierwsza. Po kilku metrach znalazła jakiś materiał.- Ej! Znalazłam torebkę Kary!- Wszyscy podeszli do czarnego materiału.
- Kiwi, potrafił byś ją znaleźć?- spytał blondyn i podsunął psu torbę pod nos. Zaczął ją dokładnie wąchać. Znalazł trop.
- Chodźmy!- zarządziła Kasia. I poszli za psem.
———————————————————————————————-
Czuła czyjąś obecność. Słyszała czyjeś głosy. Słyszała dużo kroków. Bała się otworzyć oczy. Nie wiedziała gdzie mogła się znajdować, ale wiedziała tylko jedno. Że już po niej, to ostatnie jej godziny spędzone na tym świecie. Po kilku sekundach usłyszała czyjeś krzyki, przez co była przerażona jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Pomału otworzyła oczy. Dobrze myślała. Znajdowała się w kryjówce minusa. Delikatnie podniosła głowę do góry. To co zobaczyła, zamurowało ją. Do ściany za łańcuchy i liny byli przywiązani: XANA, styfozoa.. Adrian, Bartek i Alex! Kiedy to zobaczyła, była w jeszcze większym szoku. Czyżby.. Spojrzała na nich wystraszonym wzrokiem. Nie mogła przestać patrzeć na zakrwawione, metalowe łóżko operacyjne przy którym było miejsce na ręce i nogi. Po chwili zobaczyła przed sobą czyjeś buty. Już nie mogła udawać, że śpi.
- No widze, że obudziłaś się. W końcu.- usłyszała szorstki głos nad sobą.
- Zostaw ją!- krzyknęła brązowo włosa kobieta. Dziewczyna cały czas leżała na ziemi bojąc się zrobić jaki kolwiek ruch.
- Teraz nic jej nie zrobie, dam wam trochę czasu, a ja w tym czasie pójde do moich więźniów.- powiedział i zaśmiał się szyderczo. Podniosła znowu delikatnie głowę i zobaczyła drugie wyjście. Są dwie pary drzwi. Jest wielka szansa na ucieczkę!
- Kara, uciekaj!- krzyknął chłopak o brązowych włosach. Długo włosa powoli wstała. Zachwiała się więc oparła się łokciem o ścianę.
- O co tutaj w ogóle chodzi?!- pisnęła przerażona.
- Słuchaj.- zaczął XANA.- Jeżeli nie chcesz, żeby stała Ci się krzywda, po po prostu stąd idź.
- Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale.. NIE.- powiedziała i osunęła się po ścianie.
- Co ty gadasz?- powiedział lekko podirytowany, próbując się wydostać.- Uciekaj.
- Słuchaj.. Nie mogę zrobić tego.. po tym wszystkim co, co dla mnie zrobiliście. Nie zostawię was tutaj!
- Nam nic nie zrobi! Tutaj chodzi o Ciebie! Więc uciekaj!- pisnęła kobieta. Niebiesko oka dziewczyna rozpłakała się. Zupełnie nie miała pojęcia co robić. Chociaż wybór był łatwy, powinna uciekać, ale tego nie robiła! Nagle usłyszała czyjeś kroki
- Uciekaj, prosze.- szepnęła przez łzy styfozoa. Spojrzała na nich i szybko wstała z ziemi. Szybko podeszła do szczeliny i szybko wybiegła z pomieszczenia. Zupełnie zaraz kiedy Kara uciekła do pokoju wszedł minus.
- Gdzie ona jest?!- wydarł się
- Uciekła.- powiedziała XANA.
- Zobaczycie, że nie uda jej się stąd wyjść, zgubi się.- uśmiechnął się szyderczo.- Moi pomocnicy szybko ją znajdą.- i sięgnął po krótkofalówkę.- Szukajcie dziewczyny, uciekła mi.- powiedział do urządzenia.
- Dobrze.- usłyszeli głos. Spojrzał na nich groźnym wzrokiem i usiadł na krześle na przeciwko nich.
- Nie uda się jej uciec..
——————————————————————————————–
- Kiwi, czy ty zabłądziłeś?- spytał Odd kiedy kiwi zaczął drapać pazurkami w trawę.
- No nigdy jej nie znajdziemy!- powiedziała Kasia. Kiwi podszedł do Odda i zaczął ciągnąć go za nogawkę spodni. Znowu podszedł do tamtego miejsca. Odd poddał się i też podszedł. Ukucnął i zaczął gładzić to miejsce ręką. Natknął się na coś. Zaczął odgarniać trawę. Jego oczom ukazała się drewniana klapa z przywiązanym sznurkiem, który miał służyć jako podnośnik.. Spojrzał na przyjaciół.
- Kiwi, to na pewno tutaj?- spytał niepewnie blondyn w okularach. Pies zaczął ciągnąć linę. William podszedł do klapy i ją otworzył. Im oczom ukazały się schody prowadzące w dół. Nie mieli wybory, żeby nie iść, ponieważ Kiwi poszedł pierwszy. Kiedy schodzili na dół bali się dotknąć ścian, ponieważ były całe w krwi i zagrzybiałe. Kiedy zeszli już całkowicie na dół nie widzieli nic oprócz czarnego korytarza
Szli wolnym krokiem nie skręcając w żaden korytarz, żeby się nie zgubić. Niestety, ale chwile potem, był trudny wybór. Czy iść prosto czy skręcić w prawą stronę. Przed nimi było jasno, ale.. w korytarzu po prawej też było jasno
Bez zbyt długiego zastanawiania się skręcili w prawo. Szli jeszcze przez dłuższą chwile. Zobaczyli pełno drewnianych drzwi z kratami. Co wydawało się całkiem dziwne..
Obojętnie przeszli koło drzwi, ale nie długo, ponieważ z jednych wychyliła się ręka i chciała złapać Ksenię. Blondynka pisnęła i przytuliła się do Jeremyego. Dziewczyny zaczęły płakać.
- Ja chcę już stąd iść!- pisnęła Kasia.
- Jak można trzymać ludzi w takim miejscu?- spytał zszokowany Ulrich mocno przytulając Kasię.
- Jeżeli tych gości można nazwać ludźmi.- powiedział William.
- Co ten minus im robi?- spytała Kasia i spojrzała przez jedne drzwi, ale kiedy zobaczyła.. szybko się od nich oderwała. W jednej z sal leżał prawie martwy mężczyzna
- Chodźmy stąd błagam.- powiedziała brązowo włosa przytulając Willa
- Nie mów, że sie boisz.- powiedział i spojrzał na nią
- Mila ma racje.- powiedział Odd.- Skoro Kara tu jest, musi być w niebezpieczeństwie..- przerwał.- A to wszystko moja wina!
- Wcale, że nie.- powiedział Jeremy.- Nie wiedziałeś, że to się ta skończy- i zaczęli iść przed siebie z dala od tych wszystkich przeklętych drzwi, z których od czasu do czasu było słuchać jęki bólu.
——————————————————————-
Brunetka biegła korytarzami od czasu do czasu potykając się o swoje nogi. Nie wiedziała gdzie biec, ale wiedziała, że na pewno nie uda jej się stąd wyjść, na pewno nie żywa. Słyszała za sobą jak ktoś biegnie. Szybko przyśpieszyła. Spojrzała za siebie. Biegło za nią ponad dziesięciu mężczyzn w dziwnych ubraniach, podobnych do jakiejś zbroi. Oczywiście byli cali w krwi. Zaczęła piszczeć i płakać jednocześnie. Próbowała ich zgubić, ale na marne.Przebiegła koło lochów z jakimiś ludźmi, którzy wychylali się, żeby zobaczyć co się dzieje. Kiedy zobaczyli, że owi mężczyźni gonią dziewczynę, zaczęli krzyczeć.
- Nie róbcie jej nic!
- Nie doprowadzajcie jej tylko do naszego stanu!
- Przestańcie tak wszystkich torturować.
Jeden mężczyzna wyciągnął rękę, żeby powstrzymać ich jakoś, ale to nic nie dało, ponieważ pierwszy mężczyzna co biegł wyjąć długi miecz czy katane i odciął ją mu. On zaczął się wydzierać z bólu, a Kara razem z nim. Szybko skręciła w lewą stronę i zaraz tego pożałowała. Ślepa uliczka. Jeden z mężczyzn podszedł do mnie i wyjął swój miecz, ale zaraz go schował. Złapał mocno dziewczynę, że nie mogła się wydostać z jego uścisku. Zaczęła się wiercić, ale to nic nie dało.
————————————————————————————————
Minus patrzył cały czas na nich szyderczym wzrokiem.
- Nie wieże, jak wy mogliście szpiegować tą nierozgarniętą Karę. Przynajmniej, dlaczego wysyłaliście do tego waszych synów.
- Kara jest bardzo mądrą dziewczyną!- powiedział XANA. Po chwili krótkofalówka zasyczała.
- Szefie, mamy dziewczynę.- odezwał się głos. Minus spojrzał na nich z powrotem i uśmiechnął się bardziej szyderczo.
- W takim razie przyprowadźcie ją, ale.. Nie róbcie jej krzywdy. Tą zabawę zostawcie dla mnie.- i już nikt się nie odezwał.- Widzicie, nie jest taka mądra, nie udało jej się uciec.
Po chwili do pokoju weszło dwóch mężczyzn. Rzucili dziewczynę na ziemie i odeszli.
- No głupia zdziro!- powiedział minus.- Wstawaj, nie ma czasu na spanie.- zmęczona tym wszystkim dziewczyna powoli otworzyła swoje niebieskie oczy i spojrzała na wroga, który klękał koło niej. Znowu zaczęła płakać
- Przestań głupia dziewucho, już mi nie uciekniesz.- powiedział i zawołał swoje sługi. Podeszli do niej i wzięli na ręce. Kierowali się z nią do zakrwawionego stołu. Zaczęła się wyrywać. Kiedy podeszli z nią do stołu zobaczyła, że..
- Czy to jest.. Świeża.. KREW?- spytała wystraszona.
- Oczywiście, oczywiście.- powiedział i uśmiechnął się.- Nie mów, że się brzydzisz.
- Wiesz.. Jeżeli chodzi o to.. Jak mam umrzeć, to nie tak.- i zaczęła się mocniej wyszarpywać.
- Myślisz, że się przejmuję tym jak umrzesz?- powiedział znudzonym głosem.- Nie za bardzo..
Dziewczyna zaczęła przeszukiwać wzrokiem pomieszczenie. Jej wzrok padł na jakiś długi pręt wystający z sufitu. Szybko się go złapała. Zawiesiła się na nim i wykopała mężczyznę do tyłu jednocześnie spadając, gdyż kijek wyrwał się. Zaczęła biegać po pokoju jak małe dziecko.
- Bawimy się?- spytała dziwnie. Zawsze miała poczucie humoru, nawet w takich momentach.
- Ze mną raczej byś nie miała ochoty na zabawę.
- Nie rób jej nic!- powiedział XANA przez zęby.
- Patrz! Jakie to smutne! Nie pozwalają się nam razem bawić.- powiedział i złapał ją za włosy ciągnąc na stół.
- Nie! Nie chce!- Zaczęła się wydzierać. Położył ją na stole i zaczął przywiązywać ręce i nogi do stołu. Odszedł od niego idąc po ostre narzędzia. – Że będziemy się bawić w lekarza, tak?- spytała.- Ja jestem pacjentem, a ty lekarzem?- próbowała żartować, żeby poprawić sobie humor, ale to nic nie dawało. Cały czas próbowała się wyrwać.
- Dokładnie tak. Możemy to zaliczyć jako zabawę.- powiedział i przyszedł do niej z długim, zakrwawionym nożem. Styfozoa zaczęła piszczeć. – A teraz może..- zaczął i ,,delikatnie” przejechał nożem po policzku brunetki.- Zacznijmy zabawę!- powiedział i mocno drasnął jej policzek, z którego zaczęła się sączyć krew. Pisnęła.
- Proszę nie rób jej nic!- krzyczała styfozoa. Chłopaki nic nie mówili, ponieważ strach paraliżował ich.
- Patrzcie, jak cierpi! Patrzcie!- krzyczał.- Zobaczymy jak to wytrzymacie.- Kara zaczęła panicznie płakać. On się tylko uśmiechnął. Podszedł do niej i złapał za nadgarstek.- Co wy na to, żeby zaczęła cierpieć jeszcze bardziej?!- wydarł się. Brązowo włosa kobieta tylko pisnęła.- Niech umiera w bólu!- krzyknął i wbił jej nóż w zgięciu ręki. Dziewczyna zaczęła piszczeć, płakać i wyrywać się, co powodowało większy ból. Mężczyzna szybkim tempem ciągnął nóż w dół z ostawiając po sobie strasznie wielką, otwartą ranę. Kiedy doszedł do nadgarstka szybko wyją narzędzie. Z jej prawej ręki zaczął lać się potok krwi. Panicznie płakała i próbowała się wydostać. Styfozoa zamknęła oczy, tak samo jak chłopaki.
- Myślę, że nie za dobrze widzieliście.- powiedział i podszedł do jej lewej ręki. Łapiąc ją tak samo, ale trochę się odsunął, żeby odsłonić ten ,, piękny widok” swoim więźniom
- Nie rób już nic! Nie rób jej krzywdy!- krzyknął XANA
- Za późno.- powiedział wbijając nóż tak samo w zgięcie ręki. Zaczęła piszczeć jeszcze głośniej. Jej łzy zmieniły swój kolor na czerwony. Znowu zaczął ciągnąć nóż w dół tylko o wiele wolniej, powodując niewyobrażalny ból dziewczynie. Krzyczała jak opętana.
————————————————————————————————-
- Słyszeliście te krzyki?- spytał Ulrich
- Pewnie, tylko jedna osoba się tak wydziera.- powiedziała Kasia płacząc.
- Co on jej tam robi?!- spytała wystraszona Mila.
- Nie ważne! Chodźmy za tym krzykiem! To na pewno nam pomoże!- powiedział wystraszony Odd.
—————————————————————————————————
Zaczęła wyszarpywać się coraz bardziej. Nie mogła patrzeć na swoje ręce. Miała teraz wielki wstręt do życia. Spojrzała zapłakanymi oczami za minusa.
- Ojej jaka mi Ciebie szkoda.- powiedział wbijając nóż w stół bardzo blisko jej bardzo skaleczonej ręki. Zaczęła płakać głośniej.
- Proszę, skończ to.. Masz to co chciałeś, ale.. ja już nie chce.- mówiła cicho.
- Oj chyba sobie żartujesz suko!- krzyknął.- Będziesz cierpieć tak długo jak będę miał ochotę!
Po chwili zobaczyła, że jej obwódka materialna robi się czerwona, a zazwyczaj jest nią kolor niebieski. Spojrzała na XANAe zapłakanymi oczami.
- Wiesz co.. jesteś świetną zabawką, ale muszę z tym skończyć.- powiedział przejeżdżając nożem blisko jej serca.- Nie.. Nie zadam Ci szybkiej śmierci.- powiedział i gwałtownie wbił nóż w brzuch brunetki, przez co jej pisk był niewyobrażalny.- Jak mówiłem, będziesz umierać w męczarniach!- jego słudzy zaczęli odpinać dziewczynę, a styfozoa , XANA i chłopaki nie wiedzieli co robić.
———————————————————————————————
- To chyba tutaj.- powiedział Odd. Pokazując dziurę w ścianię.
- Na pewno tutaj…- zaczęła Kasia, ale usłyszeli czyjeś kroki. Szybko schowali się w cieniu. To co zobaczyli.. Kasia powstrzymywała się, żeby nie piszczeć ze strachu. Mężczyzna otworzył jeden z pokoi i wrzucił do niego niedbale długowłosą dziewczynę. Kiedy mężczyzna się oddalił szybko wbiegli do niego. Spojrzeli na dziewczynę. Odd prawie co się nie popłakał. William wziął ją delikatnie na ręce, próbując nie zadawać jej większego bólu. Ruszyli na poszukiwanie wyjścia.
———————————————————————————————-
Szybko podnieśli klapę i wyszli na świeże powietrze. Spojrzeli na słońce, które zaczęło pomału zachodzić. Kara otworzyła z ciężkością swoje oczy.
- Kara, wytrzymaj..- powiedziała Kasia.
- Nie.. Połóżcie mnie, boli!- powiedziała. William posłusznie położył dziewczynę na trawie.
- Słuchajcie.. Mogę już tego dnia nie przeżyć.- powiedziała. Patrząc obolałym wzorkiem na niebo.
- Kara, nie mów tak! Uda ci się.
- Słuchajcie! Ja już nie mam życia! Nie rozumiecie?- mówiłam spokojnym głosem.- Teraz czeka mnie tylko śmierć.
- Nie Kara!- piszczały dziewczyny.
- Kara, przepraszam Cię za wszystko!- płakała Kasia.
- Kaśka, ja nigdy się na Ciebie nie umiem złościć.- powiedziała słabym głosem
- A na mnie?- spytał Odd.
- Odd, ja Cię kocham.. Nie wyobrażam sobie.. Nie wyobrażałam sobie życia bez Ciebie, teraz tak samo!- powiedziała,a po jaj policzkach spływały łzy.
- Przepraszam..- powiedział i spojrzał jej w oczy, które zaczęły pomału gasnąć.
- Nic się nie stało Odd, nic się nie stało.- po tych słowach zamknęła oczy.. To koniec. Umarła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz