niedziela, 28 grudnia 2014

81. ,, Zabiłam XANĘ?!"

Biłam go coraz mocniej. Widziałam już dużo krwi, praktycznie wszędzie. W końcu mnie z siebie zdjął, a ja odzyskałam znowu podwójną barwę oczu. Spojrzałam na niego ze smutkiem i strachem w oczach. Bałam się, że.. że to będzie się ciągnąć, cały czas. Że będę robić wszystkim krzywdę.
- Przepraszam.- powiedziałam tylko i się rozpłakałam  upadłam już na całkiem zasypany trawnik.  XANA westchnął, ale mimo wszystko podszedł do mnie.
- To nie twoja wina.- zaczął wycierać cieknącą po nim krew.- To przez te wirusy.. Nie jesteś w stanie nad nimi zapanować, tak jak ja i minus.. A jeżeli mam być szczery.- przerwał.- Będzie jeszcze gorzej
- To naprawdę nadajesz się na rolę pocieszacza.- powiedziałam wycierając łzy.- Ja teraz powinnam iść do izolatki.- wyjęczałam
- Wiem o tym.- powiedział krótko.- uderzyłam się z otwartej ręki w czoło.
- No dobra, nie spodziewałam się od Ciebie jakiegoś szczególnego pocieszenia, ale mógł byś nie dołować mnie jeszcze bardziej? I czekaj.. Przecież ja Cię biłam, przecież powinieneś już.. Próbować mnie zabić.- powiedziałam niepewnie.
- Nie zrobie tego.- powiedział i kucnął koło mnie.- Widzę, że masz dużo problemów, z którymi nie umiesz sobie poradzić.- powiedział i przez długi czas patrzyliśmy sobie w oczy.
Perspektywa Jade
Jestem zła. Przed chwilą dowiedziałam się od dyrektora, że mam przenieść się do innego pokoju, ponieważ Kara wróciła z ,, Polski”. Tak usunęliśmy wszystkim pamięć i wmówiliśmy, że wyjechała do Polski, no i co z tego?! Weszłam do swojego nowego pokoju. Czemu mój plan musi być zawsze.. Zły? Nigdy się nie udaje, a przede wszystkim ta brunetka nie jest taka głupia.. Dowiedziałam się, że jest szóstkową uczennicą, a to raczej dobrze nie wróży. Położyłam niedbale walizkę w szafie wyjmując z niej aparat. Teraz zaczną się łowy na wpadki Kary. Szyderczy uśmiech zagościł na mojej buzi..
Perspektywa Kary
Szłam wolnym krokiem do szkoły. Umówiłam się z XANAą na ,, kawę” o godzinie dziewiętnastej. Czyli będę musiała się stawić.. Miała być tam też styfozoa. Boję się.. I wiecie co.. Nie wiedziałam, że XANA mieszka w normalnym, najnormalniejszym na świecie domu. Dał mi adres, ale niezmiernie się boje.. Szłam zamyślona ścieżką. Oczywiście jak to ja, musiałam na kogoś wpaść.
- Sorki.- powiedziałam podnosząc głowę do góry. Zamurowało mnie.- Adrian?!- spytałam głośno.
- Cześć mała.- przywitał mnie pomagając mi wstać.- Co ty tutaj robisz?- wertował mnie wzrokiem.
- Wracam do szkoły.- powiedziałam krótko. Kochałam go to prawda.. Ale po pierwsze.. On jest ode mnie starszy o cztery lata! Po drugie.. On jest piosenkarzem, a ja prawie normalną dziewczyną, a po trzecie.. Już raczej nic nie wymyślę..
- Odprowadzić Cię?- spytał chłopak i uśmiechnął się
- No dobra.- powiedziałam niby to obojętnie i ruszyliśmy w stronę szkoły. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, śmieliśmy się, wygłupialiśmy.. On był wspaniałym.. No właśnie.. czy można go nazwać przyjacielem?
- Już jesteśmy.- wyrwał mnie z zamyślenia blondyn z niebieskimi oczami.
-A tak, dzięki.- powiedziałam szybko.- Myślę, że jeszcze kiedyś się spotkamy
- Jeszcze nie raz.- powiedział i odszedł. Co..?
Weszłam do budynku ruszyłam do mojego pokoju i zaczęłam się ubierać. Dopiero teraz zobaczyłam, że do mojego spotkania z XANAą została tylko niecała godzina, a muszę wyjść wcześniej, żeby trafić. Wzięłam moją torbę i już całkiem popsutą komórkę i znowu wyszłam na korytarz
—————————————————————————
Zgubiłam się.. Miałam słabą orientacje w terenie. Nie za bardzo miałam się kogo spytać gdzie iść, ponieważ nikogo nie było. Rozglądałam się nerwowo.. Byłam już spóźniona. Nie to, że tak bardzo chcę iść do XANAy.. Ja chcę tam iść tylko ze względu, żeby się czegoś dowiedzieć.. Może dowiem cię czegoś więcej o minusie, wirusach.. o MNIE. Po piętnastu minutach szukania w końcu znalazłam odpowiedni adres i numer. Był to dom z czerwonych cegieł, z czarnym dachem. Weszłam na ganek. Chciałam zapukać, ale ktoś otworzył drzwi przede mną. To była styfozoa w dość ładnych ciuchach.. Zresztą ona ma bardzo dobry gust co do ubrań.
- W końcu jesteś.- odezwała się.- wejdź- i zrobiła mi miejsce. Kiedy weszłam zamknęła za mną drzwi. Przedpokój wyglądał dość.. atrakcyjnie. Ściany były koloru fioletowego, a podłoga była z jasnego drewna. Po lewej stronie, przy wejściu do.. chyba salonu stała duża szafa na kurtki i buty. Weszłam niepewnym krokiem do salonu, który był.. ładnie ująć.. dziwny. Prawie wszystko czerwono czarne. To było przerażające.
- Xavier na chwilę wyszedł.- powiedziała kobieta kierując się do kuchni.- Zaraz powinien wrócić. Chcesz coś do picia?
- Eee.. Nie?- powiedziałam niepewnie jeszcze im nie ufam. Ja w ogóle im nie ufam. Stałam na środku salonu, w którym przeważnie dominował czerwień. Ten pokój był podobny do moich.. oczu. Nie wiedziałam co zrobić. Po chwili styfozoa weszła do salonu
- Usiądź sobie.- powiedziała pokazując czarną skórzaną kanapę. Delikatnie opadłam na nią patrząc na kobietę niepewnym wzrokiem. Ona też się mi przypatrywała.
- Chyba nie znasz mojego pełnego imienia.- przerwała ciszę brązowowłosa.- Jestem Stefani. – Nie odezwałam się tylko spuściłam wzrok.. Ratunkuu..? Po chwili drzwi domu otworzyły się a do mieszkania wszedł tak rzekomy ,,Xavier”. Tak właściwie.. To oni mają imiona? Spojrzałam na XANAe i powstrzymałam się od krzyku.. Teraz mogli zrobić mi praktycznie wszystko.
- Widzę, że już jesteś.- powiedział i usiadł w fotelu na przeciwko mnie, razem ze styfozoą.
- Więc..?- spytałam. Boję się!
- Chciałem tylko wiedzieć.. czy masz.. eh.. chciałem porozmawiać o tobie.- powiedział. Stefani było widać, że powstrzymuje się od płaczu
- Co się stało..? Coś ze mną nie tak?- patrzyłam raz na nią raz na niego.
- Niestety, ale niedługo będziemy musieli Ci wyznać szokującą prawdę. Ale to dopiero wtedy, kiedy będziesz gotowa.- powiedział.
- Ależ ja już jestem gotowa..?- to było raczej pytanie niż stwierdzenie.
- Raczej nie.. A tak naprawdę to chodzi o to, że chcieliśmy pogadać z tobą o minusie i tych wirusach..
- No to słucham.- powiedziałam i spojrzałam na nich niby obojętnym wzrokiem.
- Minus zrobił się silniejszy, ale jednocześnie słabszy..- zaczął brązowowłosy mężczyzna.
- Ale jak?
- Masz w sobie jego wirusa.. On wysysa z niego cząstkę jego mocy, żeby zasilić ciebie.. Tak samo jest ze mną.. Dlatego możesz być.. Niebezpieczna..
- Niebezpieczna?!- wydarłam się.- Ja nie jestem niebezpieczna!
- Kara! Posłuchaj. Xavier nie to chciał powiedzieć.. przynajmniej nie tak!- krzyczała wystraszona kobieta.
- Czyli teraz wszyscy sądzą, ze jestem niebezpieczna?- moje oczy znowu zaświeciły się na czarno. Pobiegłam do kuchni i złapałam najdłuższy nóż jaki był.
- Kara, nie!- krzyknęła styfozoa. Przyłożyłam sobie nóż tam gdzie znajdowało się serce. Teraz niczego się nie bałam. XANA podszedł do mnie i złapał za moją rękę, w której trzymałam sztuciec. Chciał mi go wyrwać, ale ja tak wykręciłam rękę, że zamiast w moje serce trafiło w klatkę piersiową XANAy. Moje oczy znowu zaświeciły się na czerwono-czarno. Teraz to zaczęłam się bać od nowa. Spojrzałam na mężczyznę i pisnęłam. Zaczęłam panicznie płakać. Co się ze mną dzieje. Uciekłam z tego domu, bałam się.. Czy ja.. Zabiłam XANAe? 
———————————————————————————————————————–
Cześć! Kolejny, nudny, strasznie nudny rozdział.. Niestety bardzo mi przykro za takie rozczarownanie, ale mam coraz mniej weny.. Co do zakładek ,,bohaterowie” będzie gotowa niebawem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz