- Nie znalazłam nic ciekawego!- krzyknęła Kasia do Ulricha, który był w pokoju obok.
- Ja też.- powiedział wchodząc do pokoju.
- Ciekawe, gdzie Kara może się podziewać.
- Jeremy powiedział, jak nie będzie jej w pokoju idźcie do fabryki, zobaczyć czy nie ma jej w Lyoko.
- Wiem! Chodźmy do fabryki, zobaczyć czy nie ma Kary w Lyoko
- Taaa..
***
- Tu jest pootwierane tysiąc programów.- powiedziała Kasia siadając na fotelu przy super kompie.- Jest program opóźnionej wirtualizacji. Kara jest w Lyoko, oczywiście, a to wszystko nasza wina
- Słuchaj, umiesz włączyć opóźnioną..- nie dokończył Ulrich, ponieważ niebiesko oka mu przerwała
- Gdybym miała jakieś notatki, czy coś, pewnie by mi się udało.
- No, to masz szczęście, łap.- powiedział Ulrich rzucając w stronę Kasi całkiem grubą książkę.
- Teraz trzeba się w tym połapać.- powiedziała wertując kartki.- Mam!- powiedziała po 5 minutach.- Idź do skanera. Zaraz dojdę.- Brunet posłusznie wszedł do windy i zjechał na dół, po 20 sekundech pojawiła się też Kasia, weszli do skanerów, które się zamnknęły.
- Oby wszystko się udało.- mówiła ślicznotka w myślach
———————————————————————–
Otworzyłam oczy. Źle zniosłam podróż, a tak właściwie.. Gdzie ja jestem? Wstałam cała poobijana. Rozejrzałam sie. To była moja stara szkoła podstawowa. Stałam przy pomarańczowym budynku*. Nagle koło mnie, źle to ujęłam, przeze mnie przebiagła dziewczynka, która wyglądała na mniej więcej 11 lat. Przyjrzałam się jej. To przecież ja! Krótkie brązowe włosy za łopatkę z grzywką, ubrana w militarny kombinezon.
- Suń się!- krzyknęłam młoda ja i popchnęłam jakiegoś drugoklasistę. Zakryłam buzię rękami. Nie, to nie mogło dziać się na prawdę! Patrzyłam na tą scenkę z bólem. Myślałam, ż już nigdy do tego nie wrócę, NIGDY!
- Panno Edwards! Do gabinetu dyrektora.- krzyczała moja wychowawczyni, nauczycielka matematyki.
- Oj nie, nie ma mowy.- powiedziała młoda ja. Schyliła się przed panią udając, że sznuruje buty. Ona sznurowała buty, ale nauczycielki..- Dobra, jednak chodźmy.- powiedziała uśmiechając się szatańsko. Czemu ja nie mogę nic z tym zrobić?! Kiedy nauczycielka poszła pół kroka w przód, runęła niczym skała wpadająca do wody.
- Chcę już stąd iść.- krzyknęłam sama do siebie.- Mam dosyć!
Nagle otoczenie zaczęło się zamazywać. Ostatnie co słyszałam to krzyki nauczycielki, która nie była zadowolona z tego co zrobiłam.
———————————————————————————–
- Dobra, pytanie tylko, w którą stronę mogła pójść Kara?- zaczął Ulrich.
- Kochanie, gdybym ja to wiedziała, to by było dobrze.- powiedziała zdenerwowana Kaśka
- Dobrze, spokojnie, to znaczy, że mamy iść na oślep i tyle. Nie denerwuj się.- pocieszał ją Ulrich.
- Yh. Okej. Chodźmy w..lewo?
- Jasne, ty tu prowadzisz.- powiedział łapiąc ślicznotę za rękę.
- Myślisz, że uda nam się ją znaleść?
- No jasne, ale.. czemu pytasz?
- Bo, Manuel, chyba zaczyna coś podejrzewać.- spojrzała na ziemie.- Chodźmy teraz w prawo.- pociągnęła go.
- Czemu tak sądzisz?
- Widziałam go dzisiaj. Ja spytałam się czy wie gdzie jest Kara..- skręcili znowu w prawo wracając do punktu wyjścia.
- Zauwarzyłaś to co ja?- spytał niepewnie
- Że chodzimy w kółko? Tak, zauwarzyłam.
- Teraz trzeba wynaleść nową taktykę.- powiedział wyjmując swój miecz.
———————————————————————————————-
- A teraz wszyscy jesteście skazani na mnie!- usłyszałam bardzo znany mi głos. MÓJ głos.
Znajdowałam się teraz w ośrodku psychiatrycznym. Rozejrzałam się. Jak ja tutaj dawno nie byłam.. i chyba już nigdy nie będę, ponieważ zamknęli ten szpital. Podeszłam bliżej. O mało co nie dostałam talerzem z jedzeniem rzuconym przeze mnie. Nie tyle wegetariańskiego papu się zmarnowało. Nigdy nie przepadałam za mięsem. Widziałam jak wchodze na stół i zaczynam coś wrzeszczeć. Inni robią tak samo, nawet Mila, która była tam ze mną. To wszystko powraca.. Nie chce, chce wrócić do domu, sprowadzić Williama, Odd’a i Ksenie i żyć długo i szczęśliwie. Koniec.
Po raz kolejny obraz zaczął mi się rozmazywać. Znowu widzę ciemność.
***
- Wstawaj.-usłyszałam czyjś głos nade mną.
- Jeszcze pięć minut.- odpowiedziałam.
- Nie, decyzja się za ciebie nie podejmie.- mówiła kobieta, ta sama co przy telepolterach.
- Co? Przecież wybrałam sektor prawdy, i chcę do niego iść po te całe ,, złote łzy”. Co ja jeszcze mam kobieto wybierać?
- Swoją drogę.
- Jak ,, moją drogę „?
- Tutaj widzisz dwa światełka. Niebieskie i czerwone. Niebieskie znaczy, że będziesz szczęśliwa nie przejmując się tym kim byłaś kiedy,a czerwone, będziesz cierpieć w skórze, której byłaś kiedyś, objawiając od czasu do czasu swoje ,,złe” JA, ale uszczęśliwisz innych, ale.. decyzja należy do Ciebie.
-Akurat, ta decyzja będzie łatwa.- powiedziałam po czym posmutniałam i spojrzałam na kobiete, której twarz też wyrażał niechęć .- Ale wróce do normalnego świata?
- To zależy, od decyzji, którą podejmiesz.- i znowu zniknęła zostawiając mnie zupełnie samą, z pustką w głowie.
—————————————————————————–
- I myślisz, że to zadziała?- spytała Kasia biegnąc za Ulrichem.
- Taa, drzewa będą zaznaczone, więc jesli byśmy się zgubili i natchneli na ,,zaznaczone” drzewo, to wiemy, że tu już byliśmy, i żeby wybrać inną drogę.
- Dobra, wygrałeś, ale jak Kara by to zobaczyła chyba by oszalała. Nienawidzi, jak ktoś krzywidzi rośliny, zarówno jak i zwierzęta.
- Więc dlatego, Kara jest wegetarianką?
- Dokładnie, a teraz mniej gadania, więcej szukania.- powiedziała słodkim głosikiem.
———————————————————————————————
Cześć! Mamy kolejny rozdział, trochę za mało akcji, ale jest :) Na blogu http://codelyokoinnahistoria.blogspot.com i http://xana-pokonany-studyjne-zycie.blog.pl pojawiły się nowe posty:) Co do mojej współpracownicy bloga.. Chcecie, żeby była czy nie? Zależy mi na waszym zdaniu.. Kocham. Kara
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz