niedziela, 28 grudnia 2014

42. Szpital

Co się dzieje? Gdzie ja jestem. Pomału otworzyłam oczy. Było ciemno. Jeju.. gdzie ja jestem. Zerwałam się gwałtownie i podbiegłam do okna.. No ciemno. Nie widać miejsc, żadnych, żebym mogła chociaż wiedzieć gdzie jestem. Wyszłam przez drzwi. Rozejrzałam się. Szpital. Nagle wszystko mi się przypomniało. Co ten wstrętny minus i XANA ze mną robią?! Całe szczęście, że mi się już polepszyło. Ciekawe, która godzina. Wyszłam głębiej na korytarz. Zobaczyłam wiszący na ścianie duży zegar, który wskazywał godzinę 24. Po chwili koło mnie przeszła zatroskana pielęgniarka.
- O jak miło, widzę, że już wstałaś.- powiedziała kobieta o blond włosach.
- Tak.- powiedziałam niepewnie.- A wie pani może co ja tutaj robię?
- Tak, niestety.- powiedziała i spojrzała na mnie z troską.- Twoje serduszko momentalnie przestało bić, ale szybko udało się je wprawić z powrotem w ruch.
- Czyli mogłam umrzeć?!- spytałam wystraszona. Kobieta nic nie odpowiedziała. To znaczyło tylko jedno, że byłam na skraju świata, a piekła..
- Idź do łóżka, połóż się, potrzebujesz dużo odpoczynku.- powiedziała łagodnie. Bez żadnego ,,ale” poszłam do mojego pokoju. Położyłam się. Patrzyłam się tępo w ścianę.
- O, telewizor.-powiedziałam. Wzięłam pilota i włączyłam go. Przełączałam kanały, aż trafiłam na kanał z bajkami. Ja i Klaudia jesteśmy dziecinne. Oglądamy bajki, taaaak. Akurat leciała bajka pod tytułem ,,Niesamowity świat Gumballa”. NIe wierze, że chłopaki nadal nas chcą. Przynajmniej mnie. Jestem jednym słowem. Dziwna. Oglądałam telewizor, aż do pojaśnienia nieba. Kiedy zaczęło sie rozjaśniac wyłączyłam telewizor. Trzeba sie wyspać. Zamknęłam oczy i pogrążyłam się w czarnej nicości zapomnienia.
Oczami Odda:
Zawsze musi tak być! Zawsze musi być źle, gdy jest już dobrze! Czemu on uwziął się na Karze? Nie pozwolę jej skrzywdzić.
- Odd, czy ty wogóle słuchasz co mówimy?- spytał zdenerwowany Jeremy
- No.. tak.- powiedziałem. Tak naprawdę nie słyszałem nic pożytecznego.
- Niedługo idziemy do Kary zobaczyć jak się czuję.- powiedziała Kasia.
- No to czemu nie możemy teraz?- spytałem niecierpliwie.- Przecież powiedzieliście, że odrazu po lekcjach do niej przyjdziemy. Ona się pewnie niecierpliwi.- poganiałem ich.
- No chodź.- powiedział Ulrich i złapał mnie za łokieć ciągnąc w stronę drzwi. Wszyscy wyszli za nami.
Oczami Mili:
Doszliśmy do pokoju pielęgniarki.
- Dzień Dobry.- powiedziała Kasia. Spojrzała niepewnie na łóżko.- Przepraszam, ale gdzie jest Kara?- spytała wystraszona. Szczerze ja też się wystraszyłam.
- Niestety była za bardzo chora.- powiedziała pielęgniarka.
- I..–spytała niepewnie Ksenia
- Musiała niestety jechać do szpitala.
Kasia zatkałą sobie usta ręką, żeby nie krzyknąć i zaczęła płakać. Ulrich podszedł do ślicznotki i ją przytulił.
- Ale jest, aż tak źle?- spytał Will.
- Szczerze. Było jak ją zabierali, a teraz jeszcze się nie obudziła i to mnie martwi.- powiedziała piguła.
- Trzeba do niej iść.- powiedział Will.
- Jeszcze nie.- powiedziałą Kasia.- Nie chce.
- Dobrze. Pójdziemy potem.
- Jak zadzwonią ze szpitala poinformuję was.- powiedział Dorotie.
- Dzięki.- rzuciłam i wyszliśmy. To jest straszne!
***
2 dni i nadal nic. Wszyscy zaczynają się martwić i to bardzo, a co jak ona.. NIE wyrzucam te myśli z głowy. Ona jest silna. Nie wierze tylko w jedno. William zaczął się też martwić o naszą księżniczkę. Wiedziałam, że jest czuły, ale tylko dla mnie, a tu okazało się, że nie tylko dla mnie. I dobrze. Byłam z Willaimem w jego pokoju. Leżeliśmy na łóżku. Ja leżałam wtulona w niego i trzymaliśmy się za ręce.
- Myślisz, że nic jej nie będzie?- spytałam
- Wiesz.. Ona się raczej tak łatwo nie da.- powiedział i uśmiechnął się.
- No tak, ale.. to już nie jest tak, że..- zawiesiłam się. NIe wiem jak to powiedzieć.
- Nie męcz się.- powiedział i podniósł się opierając o ściane.
- Obraziłeś się na mnie?- spytałam
- No coś ty. Za co? Jeszcze nic nie zrobiłaś.- powiedział ja zmroziłam go wzrokiem.- Oj no chodź.- powiedział i wyciągnął w moją stronę ręce. Rzuciłam się na niego i dałam mu czułego buziaka w usta.
Oczami Jeremy’ego:
To jest strasznie trudny program. Gdyby Kara tu była. By mi pomogła chociaż rozpracować to co w niej jest, a teraz leży w szpitalu i nie wiadomo czy przeżyje.
- Jeremy kochanie. Nie męcz się już nad tym.- powiedziała Ksenia.
- Wiesz, że chciałbym, ale chce pomóc Karze.- powiedziałem patrząc cały czas w monitor.
- No wiem, ale.. nie możesz poczekać, aż wyjdzie ze szpitala. Może by ci pomogła.
- A co jak nie wyjdzie stamtąd przez dłuższy czas?!- krzyknąłem.- Jak ja wam pomogę w Lyoko?!
- Przepraszam.- szepnęła. Dopiero wtedy do mnie dotarło co zrobiłem.
- Nie to ja przepraszam. Masz racje. Za dużo czasu spędzam na tym sprzęcie, a wogóle nie spędzam z tobą czasu.
- No wkońcu zauwarzyłeś.- powiedział i zaciągnęła mnie na łóżko. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać o ,,głupiutkich” rzeczach.
Oczami Ulricha:
- No spokojnie, kochanie. NIc jej nie będzie.- próbowałem pocieszyć moją księżniczkę.
- Wieeem.- powiedziała płączliwie.
- To w czym problem? Czemu płaczesz?- spytałem niepewnie.
- Widziałeś wogóle moje włosy i paznokcie?!- krzyknęła.- Przez Karę się zaniedbuję!
Uderzyłem się otwartą ręką w czoło. No to jest nie do pomyślenia!! Chociaż wiem, że w tym momencie Kara jest dla niej najważniejsza, albo przynajmniej włosy paznokcie i Kara są na tym samym miejscu.
- Tak widziałem. I są śliczne.- powiedziałem. Chciałem szybko wyjść z tej sytuacji cało.
- Udowodni, że ci się podobają.- powiedziała. No chyba.. Co ona ma za zwariowane pomysły.
- Ale jak?- spytałem
- Daj mi buzi.- uśmiechnęła się. Nie wahałem się długo i musnąłem delikatnie usta blondynki.
——————————————————
Cześć w końcu jest! Wiem, że mało osób czyta mojego bloga, ale pisze dla tych kochanych którzy czytają i komentują, iż też dla tych co nie komentują a czytają. No nadal nic ciekawego, ale wiem, że w kolejnym rozdziale już będzie akcja!! Więc do jutra, albo też do poniedziałku. Kara

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz