niedziela, 28 grudnia 2014

87. Życie z XANĄ cz.2

- Ratunku!- piszczałam na cały dom. Na zegarku była godzina piąta trzydzieści. Wszyscy wbiegli do pokoju, w którym się obecnie znajdowałam i zobaczyli biegającego i szalejącego Tenebrisa. Na jego grzbiecie znajdowałam się ja. XANA szybko podbiegł do pieska i zdjął mnie z niego. Dopiero teraz zobaczyłam, że byli w piżamach. Nie dobrze..
- Co ty robiłaś na plecach tego psa?- zapytał zaspanym i zdenerwowanym głosem Xavier kładąc mnie na meblu
- No bo ja.. widziałam kogoś przez okno i zeszłam po tych otwartych szufladach. Niechcąco jak schodziłam weszłam na psa, a on się wystraszył..- opowiedziałam szybko.
- Zdawało Ci się, że kogoś widziałaś.- powiedział Adrian.- Mi często się tak wydaje.
- No to może ja pójdę zrobić przed wczesne śniadanie?- spytała Stefani. Chłopcy kiwnęli głowami, a kobieta wyszła.
- Chłopaki, wy też wyjdźcie. Musze porozmawiać z Karą.- opuścili pomieszczenie, a ja i Xavier zostaliśmy sami. Ja usiadłam na komodzie i spuściłam nogi w dół. On usiadł na przeciwko mnie.
- Więc?- spytałam.- Mam się bać?
- Nie.. nie masz czego.- powiedział po czym spojrzał na okno. Mój wzrok też tam powędrował.
- Wierzysz mi, że kogoś tam widziałam?- spytałam niepewnie
- Nie. Pewnie twoja wyobraźnia jest zbyt bujna.- odpowiedział niespokojnie. Moje oczy się zaszkliły. Jak to?! Ja przecież tam kogoś widziałam!!
- Słuchaj.- powiedziałam i wstałam oburzona.- Ja dobrze wiem, że wiesz, że tam coś było! Dlaczego nie chcesz przyznać mi racji?!
- Nie! To ty słucha- powiedział i uderzył pięścią o drewniany mebel. Upadłam na tyłek. To było dla mnie jak trzęsienie ziem..- To nie możliwe, żeby ktoś mógł tu być! Tu nie ma drzew, a jesteśmy na pierwszym piętrze!-krzyczał na mnie.
- A co jak to minus?!- wydarłam się.- Umie latać za pomocą swojego dymu, czy coś.. To mógł być on!- dałam słuszną teze tego wszystkiego . XANA chciał coś powiedzieć, ale..
- Śniadanie!- zawołała kobieta z dołu. Spojrzałam na mężczyznę. On bez żadnego słowa wziął mnie w rękę i zszedł krętymi schodami na dół.
- Ale ja jestem za mała.. przecież nie usiądę z wami do stołu.- powiedziałam wchodząc z XANĄ do kuchni. Tenebris jadł karmę z puszki. Chłopcy siedzieli już przy stole, a po środku był.. Zasłoniłam sobie usta rękami. Po środku wielkiego stołu stał mały stolik dla lalek z również małym krzesełkiem.
- Czy to..?- zaczęłam
- Jeżeli masz z nami mieszkać powinnaś mieć swoje miejsce.- powiedziała kobieta i uśmiechnęła się promiennie. Xavier postawił mnie na stole. Podbiegłam do mojego miejsca. Zaczęłam skakać, wspinać się, ale nawet do takich rzeczy byłam za niska..
- Ktoś mi pomoże?- spytałam po chwili. Adrian złapał mnie delikatnie za rękę i podniósł do góry. Po chwili siedziałam już na krześle.- Nie chciałam takiej ,,brutalnej” pomocy.
- Wystarczyło tylko dziękuję.- powiedział blondyn. Po chwili na stole zaczęły się pojawiać kanapki i sałatki. Spojrzałam na to ze smutkiem. Przecież jestem za mała.. nawet tego nie podniosę. Po kilku sekundach na moim stoliku pojawił się talerzy z małą kanapką z serkiem i keczupem, oraz trochę sałatki. Spojrzałam na kobietę wdzięcznym wzrokiem. Wszyscy zaczęli jeść. Cały czas czułam na sobie spojrzenia małżeństwa. Czułam się nieswojo.
- Kara, nie możesz cały czas chodzić w tych samych ciuchach. .- zaczęła kobieta.
- Eee.. chyba jednak mogę. Przecież nie ma nic moich rozmiarów.- powiedziałam szybko. Na moje słowa uśmiechnęła się tajemniczo.
- Zobaczysz jutro.- powiedziała i puściła mi oczko. Po skończonym śniadaniu XANA zaniósł mnie z powrotem na górę. Po drodze moją uwagę przykuły pewne ładnie zdobione drzwi. Na razie nie będę się o nie pytać, ponieważ Xavier może być nadal na mnie zły. Położył mnie na piętrze z wanną.
- Chyba powinnaś się umyć.- powiedział. Był ręcznik, wanna, ciepły dywanik pod stópki, ale czegoś tutaj jednak brakowało..
- Ale jak ja mam się myć bez wody?- spytałam niepewnie.
- Spokojnie zaraz Ci przyniosę.- powiedział i wyszedł z pokoju. Po minucie siedziałam już w ciepłej wodzie. Byłam sama. Ja i moje myśli. Zamknęłam oczy i postanowiłam pomyśleć o tej wizji, ale nie było mi to dane, gdyż ktoś zapukał do drzwi okna. Gwałtownie spojrzałam w tamtą stronę. Unosił się tam i bezczelnie patrzył jak się kąpię . Wzięłam ręcznik i okryłam się nim, gdyż siedzenie przy nim nago.. co prawda w wannie, ale nago, było trochę krępujące. Kiedy moje myśli zakodowały sobie, że to minus na mnie patrzy, zaczęłam się wydzierać. Stefani wbiegła do pokoju a zaraz za nią Xavier.
- Co się stało?!- spytała wystraszona brunetka.
- Ja.. Minus.. On tam był!- pokazałam na okno. Teraz go tam nie było… super. XANA zrobił się biały, styfozoa też. Mężczyzna wziął domek i szybko wyszedł z pokoju.
- Stefani, bierz Karę.. Teraz śpi z nami!- kobieta jak na zawołanie gwałtownie podniosła mnie i pobiegła do drugiego pomieszczenia.
- Czyli, że jednak miałam racje co do minusa?!- powiedziałam z triumfem w głosie chowając się i ubierając.
- Kara!- krzyknął Xavier.- To nie są wygłupy!- znowu postawił mój domek na przeciwko okna.
- Nie krzycz na nią! Ona niczemu tutaj nie zawiniła!- krzyknęła na niego kobieta. I tak powstała kłótnia między nimi. Ja zsunęłam się jakoś ziemie i wyszłam przez uchylone drzwi. Tenebris szedł koło mnie. Spojrzałam na zegarek
- Już po dziewiątej. Chłopaki pewnie poszli do szkoły..- powiedziałam do siebie. Po chwili moim oczom znowu ukazały się te drzwi. Spojrzałam przez szparkę na dole i zobaczyłam różowy pokoik.
- Kara!- wrzasnął Xavier. Podbiegł szybko do mnie i złapał mocno. Zaczęłam się wiercić, bo nie powiem, to troche bolało.- Ile widziałaś?!- spytał zdenerwowany mężczyzna.
- Tylko różowy pokój.- powiedziałam wystraszona. wbiegł do pokoju. On cisnął mną mocno w domek dla lalek i zamknął szczelnie. Zaczęłam piszczeć i kopać w domek, ale on tylko wyszedł i zamknął drzwi pokoju na klucz.
- Natychmiast mnie wypuść!- darłam się głośno. Po chwili zobaczyłam przez okienko zabawki, że przy oknie znowu jest minus.- Minus, ratunku!- krzyczałam, ale nikt nie przyszedł. Pewnie sądzi, że żartuje. Usłyszałam tylko piski i błagania Stefani, która mówiła, żeby otworzył drzwi. Minus przeniknął przez okno i teraz znajdował się w środku domu.
- Tu jest minus! Ja nie żartuje! Ratunku!- on zbliżał się do mnie coraz bliżej. Ja schowałam się w koncie jednocześnie chowając głowę w kolanach. Po chwili usłyszałam jak drzwi domku otwierają się, a potem poczułam czyjąś mocną dłoń, która mnie trzyma. Zrzucił domek i szybko podszedł do okna. Ja cały czas piszczałam. Drzwi otworzyły się, a minus zamienił się w czarny dym i wyleciał . XANA zamienił się w szary dym i też wyleciał.
- Natychmiast ją puść!- krzyknął Xavier kiedy byliśmy już tysiąc metrów nad ziemią.
- Braciszku, nie wierze, że to powiedziałeś, ale spełnie twoje żądanie.- po czym poczułam jak zlatuje w dół. Zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak się da. XANA leciał za mną próbując złapać moją malutką rączkę, którą do niego wyciągałam. Niestety zaczęłam spadać szybciej. Zamknęłam oczy z nadzieją, że moja śmierć będzie nie bolesna. Po chwili poczułam jak zlatuje na coś miękkiego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem na czyjejś ręce.
- Kara, to ty?- usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos. Spojrzałam na niego.
- Odd!- krzyknęłam . pierwszy raz od wielu dni uśmiechnęłam się szczerze. Przytuliłam jeden paluszek chłopaka.
- Kara?! Co Ci się stało?!- pisnęła wystraszona Kasia.
- To wszystko.. przez minusa.- powiedziałam.
- Aleś ty mała.- powiedział chłopak, który mnie trzymał.
- A ty masz duże, ładne, fioletowe oczy.
- Wiesz co.. Jesteś słodka, jak jesteś mała.- ciągnął Odd
- Jaka szczerość.- powiedział Ulrich.
- A gdzie reszta?- spytałam gdyż widziałam tylko ich trójkę.
- Mają karę.- powiedziała Kasia. Oj nabroili, pewnie bardzo..
- A jesteś bezpieczna? Ktoś się tobą zajmuję?- dopytywał się blondyn.
- Tak. Pewnie! Zajmuję sie mną…- spojrzałam w stronę drzewa, za którym chował się XANA. Pokazywał głową, żebym nic nie mówiła. Spojrzałam na dół.- Czy bym się połamała gdybym teraz skoczyła?- zmieniłam temat.
- Pewnie tak.-odpowiedziała Kasia. Odd z obawy, że jednak to zrobie postawił mnie na ziemi
- Spotkamy się niedługo?- spytał Ulrich
- Na pewno.- powiedziałam po czym dym niczym torpeda zabrał mnie stamtąd
- Przepraszam.- odezwałam się niepewnie do mężczyzny.- Nie wiedziałam, że to jest dla Ciebie takie ważne.
-Nie.. To ja przepraszam.- zrobiłam wielkie oczy. XANA mnie przeprasza?.- Ja.. nie powinienem Cię tak traktować.
- Spoko.. przyzwyczaiłam się..- powiedziałam. Reszta drogi do domu minęła w ciszy
————————————————————————————————————————-
Cześć.. od razu uprzedzam, że rozdział (seria) Życie z XANĄ jest podzielone na 4 części.. Jeśli nie więcej. Jeżeli ta seria wam się nie podoba, to nie czytajcie. :)
Co do dedykacji.. :D
Ten rozdział dedykuje Alex, która pewnie jak to czytała miała skojarzenia :D (wiesz o co chodzi :D)
Oraz Ali, bez której nie dałabym sobie zupełnie rady. 
Co do tego… Podam wam nowy link do tymczasowego bloga ( dziękuję Alu, że pomagasz mi wkleić te wszystkie wpisy do tego bloga :D)
http://kod-lyoko-opowiadania-kary2.blogspot.com
Do zobaczenia nie długo. ;)

87. Życie z XANĄ cz.1

XANA szedł ze mną cały czas w milczeniu. Trzymał mnie w ręku próbując mnie nie zgnieść. Cały czas patrzyłam na jego niespokojną twarz, ale wydawał się próbować zachować powagę. Usiadłam na jego ręku czekając na to co się dalej stanie.. To miło, że wróg po tylu latach Ci pomaga…Wcale, ale zawsze coś.. Spojrzałam jeszcze raz na niego. Musze jakoś zagadać.
- Dlaczego mi pomagasz?- spytałam, ale nie spotkałam się z odpowiedzią. Szedł skupiony na drodze zupełnie mnie olewając.- Halo. Prosze nie olewaj mnie!
- Nie olewam.- powiedział krótko. Z myślą, że powie coś więcej po prostu byłam cicho.. ale no nie odezwał się więcej.
- Coś małomówny ostatnio jesteś.- powiedziałam wstając zdenerwowana. Nic nie odpowiedział. Moje oczy zabłysły się na czarno, ale niestety nie mogłam mu nic zbytnio zrobić.. Po prostu go ugryzłam. Podrzucił mnie do góry, ale po chwili mnie złapał.
- Jestem małomówny przez ciebie!- krzyknął- Myślę nad tym jak Cię uratować, a nie myślę nad rozmową..- krzyczał cały czas na mnie.
- Słuchaj.. Mam u Ciebie mieszkać.. Nie życzę sobie, żebyś traktował mnie w jakiś nietaktowny sposób. Jasne?
- Nie mam zamiaru ciebie słuchać smarkulo.- powiedział i zgniótł rękę, żeby mnie nie słuchać.
- Ej, no! Ja się boje ciemności!- krzyknęłam. On szybko otworzył rękę.. Co on jest taki nadopiekuńczy..?
- Słuchaj.- powiedział i weszliśmy do pustelni.- Weźmiemy psa i..
- Tenebris!- krzyknęłam. Piesek był trochę zdezorientowany, ale kiedy XANA mu mnie pokazał chciał na mnie skoczyć. Był o wiele większy ode mnie więc się wystraszyłam. XANA podniósł mnie, żeby piesek nic mi nie zrobił. Po chwili wziął też pieska na ręce spakował miskę i trochę karmy do torby i ruszyliśmy w stronę miasta. Labrador zaczął mnie bardzo namiętnie lizać. Po niedługim czasie dotarliśmy pod dom Xaviera. Weszliśmy do domu
- Jestem! krzyknął mężczyzna
- Jak się czuję Kara, nic się jej nie stało? Odstawiłeś ją spokojnie do domu?- pytała wystraszona Stefani z kuchni.
- Ona jest ze mną.- powiedział i wszyscy jak jeden mąż wyszli na przedpokój.
- Tato.. przecież tutaj nikogo nie ma..- powiedział Alex
- Tu jestem, tu!- krzyczałam podskakując na ręku XANY
- O mój..- zaczęła Stefani.- Co jej się stało.- wzięła mnie do ręki i zaczęła się mi przyglądać. Teraz wyglądałam zupełnie jak stara ja więc…
- Louis zamienił ją w taką myszkę.- powiedział. Kto to Louis? Minus, który nazywa się Efron ma jeszcze na imie Louis?
- Hej! Ja tu jestem.. NIe rozumiem nic z tego co mówicie, a chcę.. Chcę zobaczyć może gdzie będę spać.- powiedziałam.
- To się jeszcze naszykuje.- powiedziała Stefani i dała mnie Bartkowi.- Tylko jej nie zgniećcie.
Chłopaki wzięli mnie do pokoju Alexa i położyli delikatnie na biurku. Patrzyli na mnie, a ja usiadłam na drewnianym meblu.
- Kara.- zaczął Adrian. Ja się rozpłakałam.
- Gdybyś była większa przytuliłbym Cię.- powiedział Alex.
- Słuchajcie.. Ja zawsze musze się wpakować w maliny. Nie umiem… chyba, żyć inaczej.. – powiedziałam i wstałam. Weszłam na dłoń Adriana a on podniósł  mnie delikatnie.
- Ty nie wiesz.. Że ty słodko wyglądasz…- powiedział Adrian. Oburzona kopnęłam go, ale nic nie poczuł..
- Słuchajcie.. ja nie chce tutaj z wami mieszkać, ale na to wygląda, że nie mam wyboru, więc chociaż..-ktoś przerwał mi wypowiedź.
- Kara chodź pokaże Ci twój domek.- powiedział Xavier i wziął mnie na ręke..
- Ale ja może chce spać na…- przerwał mi.
- Słuchaj. Będziesz mieszkać u nas więc chociaż spróbuj się zachować dobrze..- powiedział i niedbale położył mnie na komodzie. Spojrzałam przed siebie.. stał tam niewielki domek dla lalek..
- Czy oni bawili sie lalkami?- spytałam niepewnie.
- Nie mieliśmy córkę.. ten domek jest po niej.- powiedziała Stefani i założyła ręce na piersi..
- Ale jak ja tam będę wchodzić.. Przecież ja jestem mniejsza od lalek, które tutaj mieszkały.
- Może zobacz go z innej strony, w tedy zauważysz schody i takie tam różne..- powiedział Xavier.. Podeszłam bliżej i widziałam tylko dół.. jak na razie.. Weszłam do środka. Łał plastikowy telewizor. O niczym innym nie marzyłam.. Poszłam na lewo i zobaczyłam kanape i pełno obrazów. Po chwili upadłam na kolana.
~~~~Wizja~~~~
- Mamo, tato!- krzyczała mała brązowowłosa dziewczyna z roześmianą miną.
- Co kochanie?- spytała Stefani podnosząc dziewczynkę do góry.
- Sięgnij domek!- powiedziała ciemnooka pokazując na półkę na której stał domek dla lalek. Xavier bez żadnego zbędnego ,,ale” sięgnął plastikową zabawkę i położył na ziemi, po chwili dziewczynka też wylądowała na ziemi i podeszła do domku.. Wydawało się, że mała ma z jakieś sześć lat. Zaczęła bawić się lalkami, a rodzice patrzą na to z uśmiechem.
- Mamo, tato! Kocham was!- powiedziała i podbiegła do rodzicieli.
~~~~Koniec wizji~~~~
- Kara, co się dzieje.- pytała wystraszona kobieta. Ja pomału otworzyłam oczy.
- Eh.. Miałam wizje..- powiedziałam wystraszona.
- Jakie wizje?- spytał tak samo Xavier i usiadł na krześle na przeciwko komody i patrzył na mnie. Wyczołgałam się z domku i wstałam, ale żałowałam, bo znowu leciałam w dół, ale czyjś palec przytrzymał mnie, żebym nie upadła. Spojrzałam zdziwiona na Xane.
- Wy.. byliście z taką dziewczynką… To wasza córka?- spytałam.
- Tak.- powiedziała krótko Stefani.
- Ale.. co się z nią stało?- spytałam niepewnie.- Czy ona…?- nie dokończyłam bo znowu ktoś mi przerwał
- Ona żyje!- powiedział oschłym głosem Xavier. Złapał mnie mocno i podniósł do góry kładąc na drugim piętrze domku.- Idź spać, jak byś czegoś potrzebowała krzycz.- i wyszedł z pokoju. Zostałam tylko ja i Stefani. Spojrzałam zdziwiona na drzwi, a potem takim samym wzrokiem na Stefani
- Nie przejmuj się nim.- i delikatnie odsłoniła małą kołderkę. Ja wskoczyłam do łóżeczka, a ona mnie przykryła.- Czasami nerwy go ponoszą, ale jest zupełnie nie szkodliwy. Chyba, ze się naprawdę bardzo zdenerwuje.- styfozoa jest naprawdę bardzo miła.- Zostawić Ci zapaloną lampkę?
- Tak… Jak byś mogła..- powiedziałam i spojrzałam na nią. Uśmiechała się jak bym była bliską jej osobą.
- Dobranoc.- powiedziała i wyszła z pokoju. Ja zamknęłam oczy i próbowałam zasnąć. Szybko mi to wyszło, ponieważ byłam bardzo zmęczona.

86.,, Minusie, twój plan jest taki zły!"

Od spotkania z XANAą minęły dopiero cztery dni.. Dziewczyna siedziała przy stole pijąc ciepłe kakao słuchając muzyki na mp4
a75a425e9fb6d7664f1cde7ab1407cad










Piesek stał przy niej łasząc się o jej nogę co było bardzo kojące dla niej
cute-gold-golden-retriver-hund-labrador-puppy-Favim.com-64298










Dziewczyna dowiedziała się również na spotkaniu z XANAą, ze niestety nie może się zmieniać raz za razem. Musi odczekać jeśli chce zamienić się w kogoś innego.
- Piesku, ty nie wiesz, że ja chciałam zabić moich przyjaciół… ja już nie daje sobie rady!- powiedziała upijając łyk kakao. Tenebris stanął na dwóch łapkach co było oznaką, żeby wziąć go na ręce. Podniosła delikatnie szczeniaka. Położyła go na kolana i zaczęła delikatnie głaskać. Nagle w jej głowie powstał ,,błyskotliwy” pomysł.
- A co jak bym zmieniła kolor włosów i poszła porozmawiać z nimi?- szczeniaczek spojrzał na nią.- Wiem, że to zły pomysł, ale..- powiedziała i wyobraziła sobie jak chce wyglądać
470878fe39ef084c5182ff02b6bc7955










- To jedyny sposób.- dokończyła i odłożyła labradora na podłogę. Piesek zaczął szczekać i wyć piskliwie.- Spokojnie. Zaraz wrócę.-i wyszła z domu. Spojrzała na drogą, którą miała udać się w stronę szkoły. Swojej dawnej szkoły.
- Zaraz?! A co z oczami?!- zapomniała, że mimo wszystko jej oczy zostają w normalnym kolorze. Wyjęła z torebki parę brązowych soczewek i włożyła je do oczu. Ruszyła w stronę internatu.
- ,, Może uda mi się oczernić jakoś Jade” -pomyślała. Uśmiechnęła się złośliwie i przekroczyła granice szkoły Kadic.
Perspektywa Kary
Zauważyłam ich siedzących na ławce. Musze jakoś ściemniać.. Bartek chodzi tutaj do szkoły. Musze powiedziec chyba, że to mój brat.. Chyba się nie obrazi? Podeszłam do nich i spojrzałam na każdego po kolei. Łzy stanęły mi w oczach.
- E, coś się stało?- spytała Kasia
- A.. Tak! Szukam mojego.. brata, chodzi tutaj do szkoły i nie za bardzo wiem.. gdzie mogę go.. znaleźć.- zaczęłam kłamać, aż zakręciło mi się w głowie.
- Ale kto jest twoim bratem?- spytał William. Chyba widział, że jestem skołowana i chciał mnie dobić. Jak zawsze. Czemu ja nie umiem kłamać?
- Eh. Bartek…?- to raczej było pytanie, a nie stwierdzenie.. Chciałam zapaść się pod ziemie.
- Czy dobrze się czujesz?- spytała Mila.
- Tak, tak…- powiedziałam.- Tak naprawdę to chciałabym pogadać też z wami o.. czymś.- Kasia przesunęła się, a to chyba był znak, żebym usiadła koło nich.
- Więc o czym chcesz pogadać?- spytała Ksenia
- O… Karze?- spytałam niepewnie
- Ty ją znasz?- zadał teraz pytanie Odd, który się uśmiechnął. Zrobiło mi się przykro, ale jednocześnie byłam szczęśliwa, że zareagował tak na moje imie.
- Znam.. to moja przyjaciółka.- powiedziałam i spojrzałam na nich.
- A tak w ogóle to jak masz na imie?- spytała Kasia
- Jestem..- zamurowało mnie.. jak ja mam mieć na imie?- Aelita.- powiedziałam szybko.
- Bardzo ładnie…- powiedział Ulrich przez co Kasia uderzyła go lekko w głowę.- No to mów o co chodzi.
- Chodzi o to, że Kara się bardzo zmieniła, ale jednocześnie wie, że robi źle.. Opowiadała mi, że chciała Cię…-tu spojrzałam na Odda. Opuściłam wzrok.
- Wiem o co chodzi.- powiedział chłopak.- Ale nie jestem na nią zły..
- Na prawdę?- spytałam i wstałam. Chciałam go przytulić, ale przypomniało mi się, że nie wyglądam jak ja.. Oni spojrzeli na mnie dziwnie.
- Dlaczego się tak cieszysz?- spytała Jade, która cały czas siedziała cicho.
- O czekaj.. Z tobą chce porozmawiać mimo wszystko.- powiedziałam i złapałm ją za nadgarstek odciągając daleko od nich
- Co chcesz?- spytała lekko zdenerwowana. – Głupia istoto.. Nie domyśliłaś się, że ja to KARA?
- Jak to?!- wydarła się, że każdy spojrzał w naszą stronę.
- Normalnie. Nie powiem Ci jak, ale wiem, że to na pewno ja.- uśmiechnęłam się złośliwie.- i nie podoba mi się to jak patrzysz na mojego chłopaka..- Dziewczyna spojrzała na mnie dziwnie i pobiegła do paczki.
- Słuchajcie!- krzyknęła.- Ta dziewczyna to Kara!
- Eee.. Jade? Dobrze się czujesz?- spytała Kasia
- Tak! Ona sama mi to powiedziała!- ja podeszła do nich bliżej
- Nie wiem co sobie ubzdurałaś, ale ja się Ciebie tylko pytałam co myślisz o Karze..- powiedziałam i puściłam oczko do niej.- Ja już musze lecieć. Jestem umówiona jeszcze z koleżanką.- powiedziałam i poszłam. Szłam do domu. Jaka ja głupia. Czemu nie pozadawałam najważniejszych pytań!? Weszłam do mojego domu i rzuciłam się na łóżko zapominając dać psu jeść. Szybko zasnęłam
Od tego dnia z rozmową ze znajomymi minęły tylko dwa dni, a ja czułam się strasznie.. Spojrzałam na ekran mojego telefonu. Odblokowałam go.. Chciałam spędzić czas z kimś kto mnie wspierał od dłuższego czasu i wie, że taka jestem. Wybrałam numer do Adriana. Pierwszy sygnał nic.. Drugi..też nic. Trzeci.. czemu on nie odbiera. Chciałam się rozłączyć…
- Halo?- spytał męski głos.
- Adrian, to ty?- spytałam niepewnie.
- Pewnie jak dzwonisz na moją komórkę to chyba ja..- odpowiedział.- Co chcesz?
- Spotkamy się?- spytałam prosto z mostu
- D-dobra..- powiedział niepewnie.. Był z szokowany. To było słychać.
- Zaraz w parku.- powiedziałam i rozłączyłam się. Pomyślałam jak chce wyglądać i zamieniłam się
ae9c950ac3f1c0322015946911d4b31e










Wyszłam z domu i kierowałam się ścieżką prowadzącą do parku.. Adrian już tam czekał. Opierał się o drzewo. Kiedy mnie zobaczył podszedł do mnie.
- No to co tam chciałaś?- powiedział i staną na przeciwko mnie. Był wyższy ode mnie. Ja miałam 1.60m, a on chyba 1.84m.
- Chciałam spędzić z kimś czas.. Czuję się teraz taka samotna.- powiedziałam, a łzy popłynęły mi po policzkach. On delikatnie je wytarł i spojrzał mi w oczy.
- Zgoda, ale nie płacz.. Powiedz co chciałabyś robić.- powiedział chłopak.
- Chodź! Porobimy sobie sweet focie.- powiedziałam i pociągnęłam go za nadgarstek do mojego ulubionego miejsca. Wyjęliśmy aparaty i zaczęła się świetn a zabawa. Robiliśmy sobie świetne zdjęcia
ae1b8f31bcc22ca0d32daf75d35850e7









Kiedy skończyliśmy usiadliśmy sobie na moim ulubionym mostku i zaczęliśmy rozmawiać.
f59d564328b96d9746911821a9f34222










- Dlaczego jesteś smutna?- spytał po pewnym momencie Adrian. Spojrzałam mu w oczy. On miał śliczne niebieskie, a ja?! Jakieś czerwono czarne…
- Adrian.. Ja.. Już nie mam siły. Te wirusy mnie wykańczają, a przez to wszystko czuje się jeszcze gorzej.
- Nie martw się.. Tata niedługo znajdzie jakiś sposób, żeby usunąć z ciebie te świństwo..- opuściłam wzrok. Ale zaraz! mam pytanie…
- Adi, skoro twój tata to XANA.. to tak to ty i twoi bracia wiecie o Lyoko..
- Dokładnie, ale niegdy tam nie byliśmy i nie mamy zamiaru..
- A jak tam idzie w branży muzycznej?- spytałam i uśmiechnęłam się
- Jak myślisz?- spytał
- Macie nową płytę to chyba znaczy, ze całkiem dobrze..- przypomniał mi się pies..- Ej mam pytanie.. wiem, że możesz nie wiedzieć, ale wiesz może od kogo dostałam psa… nie dokończyłam bo mi przerwał
- Dostałaś go od taty.. znaczy jak ty to mówisz.. od ,, XANAy”
- Nie spodziewałam się..- nie przyszło mi to do głowy!- słuchaj ja już wracam do domu.- wstałam
- Odprowadzić Cię?- spytał blondyn
- Nie, dziękuję myślę, że sama trafie. Dzięki, że spędziłeś ze mną ten czas.- dałam mu buziaka w policzek i pobiegłam przed siebie. Szłam teraz drogą do domu. Poczułam, ze ktoś mnie śledzi. Odwróciłam się. Nikogo nie było. Czułam się tak jak wtedy przed śmiercią.. Przyśpieszyłam kroku.. Okej mam wirusa, ale to nie znaczy, że nie wolno mi się bać! Usłyszałam szelest liści tuż za mną. Wystraszona znowu się odwróciłam. Co się dzieje? Mam omamy słuchowe? Zaczęłam biec i słyszałam, że ten ktoś też biegnie za mną. Niefortunnie potknęłam się o wystający korzeń drzewa i przewróciłam się. Czułam jak ten ktoś stoi koło mnie i patrzy na mnie.
- Nie masz gdzie uciesz.- powiedział głos. Był zimny i mroczny.
- Czego ty ode mnie chcesz?!- wydarłam się wystraszona przewracając się z brzucha na plecy.
- Zobaczysz kiedy się obudzisz.
- Ale mi się nie chce spać.- powiedziałam wystraszona. On uśmechnął się złowieszczo i chciał uderzyć mnie patykiem w twarz, ale ja zwinnie to ominęłam. On ,, przytulił” mnie i wbił jakąś strzykawkę w brzuch. Poczułam się senna. On cały czas trzymał mnie w ramionach, ale po chwili już nic nie czułam. Zasnęłam.
Po długim upływie czasu obudziłam się w jakimś miejscu. Zobaczyłam wszystko czarne. Ściany, sofa, fotele, sufit, telewizor, wszystko! Rozglądałam się, żeby ustalić gdzie mniej więcej się znajduje, ale w pokoju było ciemno przez czarne rolety, które zasłaniały okno. Wstałam z sofy i ruszyłam od razu w stronę wyjścia. Drzwi były zamknięte.. Zobaczyłam, że na półce leżała broń. Wzięłam ją na wszelki wypadek. Wyważyłam drzwi z kopniaka i wybiegłam na świeże powietrze. Zaraz za mną wybiegł minus z taką samą bronią co ja. Strzelał do mnie, ale nie trafiał. Kiedy strzelił jeszcze raz trafił moją nogę przez co upadłam. Już wiedziałam, że umrę drugi raz. On przygniótł mnie mocniej do ziemi i przystawił mi pistolet do czoła, tak samo jak ja mu.
ab77f96397099e42fe2d13e23bff1969









Słyszałam jak zwalnia spust, ale nie wystrzelił, ponieważ coś, albo ktoś pozbawił go broni. Spojrzałam w tamtą stronę. To XANA. Skąd on wie gdzie jestem.. Śledzi mnie. Patrzyłam na broń minusa i kamień obok niego. Ale Xavier ma celne oko.. Bardzo chciałam teraz w niego strzelić, ale się powstrzymałam. On sie podniósł i spojrzał na swojego,, barta”.
- Co ty wyrabiasz?- wydarł się na niego. Ja skorzystałam z okazji i też wstałam podbiegając do XANAy.
- Nie pozwole Ci jej skrzywdzić nie rozumiesz?!- jak ja chciałam teraz przytulić Xaviera. Cóż zrobiłam to. Po prostu brakuje mi bliskości jakiejś osoby.
- To może ona zginie w inny nie powtarzalny sposób.. Nigdy, żaden człowiek tak nie ginął.- wycelował we mnie czarnym dymem. Zaświeciłam się na czarno cała i zaczęłam się zmniejszać i zmniejszać i zmniejszać. W końcu zmniejszyłam się do rozmiarów myszy. Pisnęłam. Głos miałam całkiem normalny tylko trochę piskliwszy i cichszy, ale nie aż tak jak w jakiś bajkach czy coś..
- Chcesz, żeby została przez kogoś rozgnieciona?!- spytał wystraszony XANA.
- Oczywiście.- powiedział i uśmiechnął się złośliwie. Zaczął kierować się w stronę swojego domu. Xavier schylił się po mnie. Wyciągnął w moją stronę rękę, a ja na nią wskoczyłam
- Kara.. Teraz musisz zamieszkać u mnie.- powiedział..
- Ale co z moim pieskiem?!- spytałam wystraszona..
- Jego też weźmiemy spokojnie.- ruszyliśmy do domu rodziny XANAy. Czułam, że zaraz się popłaczę.
————————————————————————————————————————————–
Cześć! Wiem rozdział dziwny :D Ale no trochę musi być takich rozdziałów :D
Rozdział dedykuje Alex, która zawsze podsuwa mi jakieś dziwne i szalone pomysły do głowy :D
Jak mijają święta kochani? :D