- Ratunku!- piszczałam na cały dom. Na zegarku była godzina piąta trzydzieści. Wszyscy wbiegli do pokoju, w którym się obecnie znajdowałam i zobaczyli biegającego i szalejącego Tenebrisa. Na jego grzbiecie znajdowałam się ja. XANA szybko podbiegł do pieska i zdjął mnie z niego. Dopiero teraz zobaczyłam, że byli w piżamach. Nie dobrze..
- Co ty robiłaś na plecach tego psa?- zapytał zaspanym i zdenerwowanym głosem Xavier kładąc mnie na meblu
- No bo ja.. widziałam kogoś przez okno i zeszłam po tych otwartych szufladach. Niechcąco jak schodziłam weszłam na psa, a on się wystraszył..- opowiedziałam szybko.
- Zdawało Ci się, że kogoś widziałaś.- powiedział Adrian.- Mi często się tak wydaje.
- No to może ja pójdę zrobić przed wczesne śniadanie?- spytała Stefani. Chłopcy kiwnęli głowami, a kobieta wyszła.
- Chłopaki, wy też wyjdźcie. Musze porozmawiać z Karą.- opuścili pomieszczenie, a ja i Xavier zostaliśmy sami. Ja usiadłam na komodzie i spuściłam nogi w dół. On usiadł na przeciwko mnie.
- Więc?- spytałam.- Mam się bać?
- Nie.. nie masz czego.- powiedział po czym spojrzał na okno. Mój wzrok też tam powędrował.
- Wierzysz mi, że kogoś tam widziałam?- spytałam niepewnie
- Nie. Pewnie twoja wyobraźnia jest zbyt bujna.- odpowiedział niespokojnie. Moje oczy się zaszkliły. Jak to?! Ja przecież tam kogoś widziałam!!
- Słuchaj.- powiedziałam i wstałam oburzona.- Ja dobrze wiem, że wiesz, że tam coś było! Dlaczego nie chcesz przyznać mi racji?!
- Nie! To ty słucha- powiedział i uderzył pięścią o drewniany mebel. Upadłam na tyłek. To było dla mnie jak trzęsienie ziem..- To nie możliwe, żeby ktoś mógł tu być! Tu nie ma drzew, a jesteśmy na pierwszym piętrze!-krzyczał na mnie.
- A co jak to minus?!- wydarłam się.- Umie latać za pomocą swojego dymu, czy coś.. To mógł być on!- dałam słuszną teze tego wszystkiego . XANA chciał coś powiedzieć, ale..
- Śniadanie!- zawołała kobieta z dołu. Spojrzałam na mężczyznę. On bez żadnego słowa wziął mnie w rękę i zszedł krętymi schodami na dół.
- Ale ja jestem za mała.. przecież nie usiądę z wami do stołu.- powiedziałam wchodząc z XANĄ do kuchni. Tenebris jadł karmę z puszki. Chłopcy siedzieli już przy stole, a po środku był.. Zasłoniłam sobie usta rękami. Po środku wielkiego stołu stał mały stolik dla lalek z również małym krzesełkiem.
- Czy to..?- zaczęłam
- Jeżeli masz z nami mieszkać powinnaś mieć swoje miejsce.- powiedziała kobieta i uśmiechnęła się promiennie. Xavier postawił mnie na stole. Podbiegłam do mojego miejsca. Zaczęłam skakać, wspinać się, ale nawet do takich rzeczy byłam za niska..
- Ktoś mi pomoże?- spytałam po chwili. Adrian złapał mnie delikatnie za rękę i podniósł do góry. Po chwili siedziałam już na krześle.- Nie chciałam takiej ,,brutalnej” pomocy.
- Wystarczyło tylko dziękuję.- powiedział blondyn. Po chwili na stole zaczęły się pojawiać kanapki i sałatki. Spojrzałam na to ze smutkiem. Przecież jestem za mała.. nawet tego nie podniosę. Po kilku sekundach na moim stoliku pojawił się talerzy z małą kanapką z serkiem i keczupem, oraz trochę sałatki. Spojrzałam na kobietę wdzięcznym wzrokiem. Wszyscy zaczęli jeść. Cały czas czułam na sobie spojrzenia małżeństwa. Czułam się nieswojo.
- Kara, nie możesz cały czas chodzić w tych samych ciuchach. .- zaczęła kobieta.
- Eee.. chyba jednak mogę. Przecież nie ma nic moich rozmiarów.- powiedziałam szybko. Na moje słowa uśmiechnęła się tajemniczo.
- Zobaczysz jutro.- powiedziała i puściła mi oczko. Po skończonym śniadaniu XANA zaniósł mnie z powrotem na górę. Po drodze moją uwagę przykuły pewne ładnie zdobione drzwi. Na razie nie będę się o nie pytać, ponieważ Xavier może być nadal na mnie zły. Położył mnie na piętrze z wanną.
- Chyba powinnaś się umyć.- powiedział. Był ręcznik, wanna, ciepły dywanik pod stópki, ale czegoś tutaj jednak brakowało..
- Ale jak ja mam się myć bez wody?- spytałam niepewnie.
- Spokojnie zaraz Ci przyniosę.- powiedział i wyszedł z pokoju. Po minucie siedziałam już w ciepłej wodzie. Byłam sama. Ja i moje myśli. Zamknęłam oczy i postanowiłam pomyśleć o tej wizji, ale nie było mi to dane, gdyż ktoś zapukał do drzwi okna. Gwałtownie spojrzałam w tamtą stronę. Unosił się tam i bezczelnie patrzył jak się kąpię . Wzięłam ręcznik i okryłam się nim, gdyż siedzenie przy nim nago.. co prawda w wannie, ale nago, było trochę krępujące. Kiedy moje myśli zakodowały sobie, że to minus na mnie patrzy, zaczęłam się wydzierać. Stefani wbiegła do pokoju a zaraz za nią Xavier.
- Co się stało?!- spytała wystraszona brunetka.
- Ja.. Minus.. On tam był!- pokazałam na okno. Teraz go tam nie było… super. XANA zrobił się biały, styfozoa też. Mężczyzna wziął domek i szybko wyszedł z pokoju.
- Stefani, bierz Karę.. Teraz śpi z nami!- kobieta jak na zawołanie gwałtownie podniosła mnie i pobiegła do drugiego pomieszczenia.
- Czyli, że jednak miałam racje co do minusa?!- powiedziałam z triumfem w głosie chowając się i ubierając.
- Kara!- krzyknął Xavier.- To nie są wygłupy!- znowu postawił mój domek na przeciwko okna.
- Nie krzycz na nią! Ona niczemu tutaj nie zawiniła!- krzyknęła na niego kobieta. I tak powstała kłótnia między nimi. Ja zsunęłam się jakoś ziemie i wyszłam przez uchylone drzwi. Tenebris szedł koło mnie. Spojrzałam na zegarek
- Już po dziewiątej. Chłopaki pewnie poszli do szkoły..- powiedziałam do siebie. Po chwili moim oczom znowu ukazały się te drzwi. Spojrzałam przez szparkę na dole i zobaczyłam różowy pokoik.
- Kara!- wrzasnął Xavier. Podbiegł szybko do mnie i złapał mocno. Zaczęłam się wiercić, bo nie powiem, to troche bolało.- Ile widziałaś?!- spytał zdenerwowany mężczyzna.
- Tylko różowy pokój.- powiedziałam wystraszona. wbiegł do pokoju. On cisnął mną mocno w domek dla lalek i zamknął szczelnie. Zaczęłam piszczeć i kopać w domek, ale on tylko wyszedł i zamknął drzwi pokoju na klucz.
- Natychmiast mnie wypuść!- darłam się głośno. Po chwili zobaczyłam przez okienko zabawki, że przy oknie znowu jest minus.- Minus, ratunku!- krzyczałam, ale nikt nie przyszedł. Pewnie sądzi, że żartuje. Usłyszałam tylko piski i błagania Stefani, która mówiła, żeby otworzył drzwi. Minus przeniknął przez okno i teraz znajdował się w środku domu.
- Tu jest minus! Ja nie żartuje! Ratunku!- on zbliżał się do mnie coraz bliżej. Ja schowałam się w koncie jednocześnie chowając głowę w kolanach. Po chwili usłyszałam jak drzwi domku otwierają się, a potem poczułam czyjąś mocną dłoń, która mnie trzyma. Zrzucił domek i szybko podszedł do okna. Ja cały czas piszczałam. Drzwi otworzyły się, a minus zamienił się w czarny dym i wyleciał . XANA zamienił się w szary dym i też wyleciał.
- Natychmiast ją puść!- krzyknął Xavier kiedy byliśmy już tysiąc metrów nad ziemią.
- Braciszku, nie wierze, że to powiedziałeś, ale spełnie twoje żądanie.- po czym poczułam jak zlatuje w dół. Zaczęłam krzyczeć najgłośniej jak się da. XANA leciał za mną próbując złapać moją malutką rączkę, którą do niego wyciągałam. Niestety zaczęłam spadać szybciej. Zamknęłam oczy z nadzieją, że moja śmierć będzie nie bolesna. Po chwili poczułam jak zlatuje na coś miękkiego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że jestem na czyjejś ręce.
- Kara, to ty?- usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos. Spojrzałam na niego.
- Odd!- krzyknęłam . pierwszy raz od wielu dni uśmiechnęłam się szczerze. Przytuliłam jeden paluszek chłopaka.
- Kara?! Co Ci się stało?!- pisnęła wystraszona Kasia.
- To wszystko.. przez minusa.- powiedziałam.
- Aleś ty mała.- powiedział chłopak, który mnie trzymał.
- A ty masz duże, ładne, fioletowe oczy.
- Wiesz co.. Jesteś słodka, jak jesteś mała.- ciągnął Odd
- Jaka szczerość.- powiedział Ulrich.
- A gdzie reszta?- spytałam gdyż widziałam tylko ich trójkę.
- Mają karę.- powiedziała Kasia. Oj nabroili, pewnie bardzo..
- A jesteś bezpieczna? Ktoś się tobą zajmuję?- dopytywał się blondyn.
- Tak. Pewnie! Zajmuję sie mną…- spojrzałam w stronę drzewa, za którym chował się XANA. Pokazywał głową, żebym nic nie mówiła. Spojrzałam na dół.- Czy bym się połamała gdybym teraz skoczyła?- zmieniłam temat.
- Pewnie tak.-odpowiedziała Kasia. Odd z obawy, że jednak to zrobie postawił mnie na ziemi
- Spotkamy się niedługo?- spytał Ulrich
- Na pewno.- powiedziałam po czym dym niczym torpeda zabrał mnie stamtąd
- Przepraszam.- odezwałam się niepewnie do mężczyzny.- Nie wiedziałam, że to jest dla Ciebie takie ważne.
-Nie.. To ja przepraszam.- zrobiłam wielkie oczy. XANA mnie przeprasza?.- Ja.. nie powinienem Cię tak traktować.
- Spoko.. przyzwyczaiłam się..- powiedziałam. Reszta drogi do domu minęła w ciszy
————————————————————————————————————————-
Cześć.. od razu uprzedzam, że rozdział (seria) Życie z XANĄ jest podzielone na 4 części.. Jeśli nie więcej. Jeżeli ta seria wam się nie podoba, to nie czytajcie. :)
Co do dedykacji.. :D
Ten rozdział dedykuje Alex, która pewnie jak to czytała miała skojarzenia :D (wiesz o co chodzi :D)
Oraz Ali, bez której nie dałabym sobie zupełnie rady.
Co do tego… Podam wam nowy link do tymczasowego bloga ( dziękuję Alu, że pomagasz mi wkleić te wszystkie wpisy do tego bloga :D)
http://kod-lyoko-opowiadania-kary2.blogspot.com
Do zobaczenia nie długo. ;)