niedziela, 28 grudnia 2014

46. Zaminusowany cz.2

- Co sie z tobą stało?- spytałam cały czas czując jego tasak przy szyi. Tylko jedno dźgnięcie i koniec. On nic nie odpowiedział
- Will, przestań, prosze.- zaczęła krzyczeć Mila. Uczepiła sie do jego ramienia. William odepchną ją diabelnie mocno. Spadła na sam dół wieży.
- William, nie jesteś sobą..- spojrzałam mu w oczy z nadzeją, że tęczówki są normalnego koloru. Pisnęłam.-To minus za tym stoi. On.. on go opentał!
Wszyscy zaczęliśmy uciekać na niższe piętro. Zobaczyliśmy leżącą Mile, a wokół jej.. pełno KRWI! Kuba niewahając się wziął ją na ręcę i wybiegliśmy z wieży. O dziwo potworów nie było. William cały czas za nami biegł.
- On chce mnie. BiegnijciE!- krzyknęłam
- Nie! Kara, nikt nie będzie nikogo zostawiał.- odkrzyknęła Kaśka i złapała mnie za rękę. Obok nas płynęła ,,czarna rzeka”.
- Jak myślicie to jest część cyfrowego morza?- spytała Ksenia.
- No jasne, że tak. Co to by była za zabawa bez cyfrówki na gruncie.- powiedziałam
- No jasne..
Obejrzałam sie za siebie William był daleko. Zatrzymał sie. Spojrzał na mnie morderczym spojrzeniem i zniknął w.. cyfrowej rzeczce.. zatrzymaliśmy się. Spojrzałam na Mile. Podeszłam do niej
- Kuba może się z kimś zamień.- powiedziałam troskliwym głosem.- ona jest za ciężka.- oczywiście jak zawsze to prze ze mnie. Znowu te wyrzuty sumienia. Gdybym to ja wpadła do cyfrówki zamiast Odda,każdy miałby spokuj.
- Nie trzeba.- powiedział.- wracajmy szybko do skida.
——————————————–
- Jeremy!- krzyknęła Ksenia widząc leżącego przy ścianie ukochanego całego w siniakach i stróżkach krwi. Kuba położył Mile delikatnie na ziemi. Usiadłam koo niej i zaczęłam wycierać jej krew.
- Trzeba zabrać ich do pielęgniarki.- powiedziała Iga.
- Mówi się trza.- poprawiła Klaudia.
- O nie, mówisz tak tylko z Karą. Mówi się TRZEBA, a nie TRZA. Kto wogóle wpadł na taki durny pomysł?
——————————————
-Co się im stało?- zadała swoje słynne pytanie piguła.
- Eh, długo by gadać.- to wszystko moja wina więc wezme to na siebie.- więc.. pobiłam ich, ponieważ mnie zdenerwowali, ale nie chciałam im zrobić krzywdy.- z moich oczu popłynęły łzy. Rozpłakałam się na dobre.
- Dobrze, już, to nic poważnego. Poleżą trochę w bandażach i będą mogli wrócić do szkoły.
-  To świetnie- powiedziałam bez przekonania.
————————————
- O nie!- krzyknęłam kiedy weszliśmy do pokuju mojego i Kaśki.-Karta! Zostaa w intetfejsie!
- No ładnie- powiedziała Kasia.- wyczarujesz sobie nową, czy coś tam.- spojrzała na mnie. Mój wzrok był mrożący.- No co? Ja po prostu nie chce tam iść
- Ależ nikt ci nie każe .-powiedziałam.- Moge iść sama.- i wybiegłam z pokoju. Biegłam do parku. Oparłam sie o najbliższe drzewo. Schowałam głowę w rękach i osunęłam się na ziemie. Sięgnęłam do torebki. Wyjęłam z niej coś błyszczącego. Była to żyletka. Przyłożyłam ją do żył.
- Odd, teraz jesteś mi potrzebny najbardziej- powiedziałam sama dosiebie i przejechałam żyletką wzdłuż żył.
—————————————-
No cześć. Dzisiaj mamy trochę krwisty rozdział, za co bardzo przepraszam jak sie nie podoba. Kolejny rozdział.. dzisiaj rano xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz