wtorek, 6 stycznia 2015

87. Życie z XANĄ cz.3

Usłyszałam czyjś niespokojny głos.. To głos Xaviera.. Chyba rozmawia z kimś przez telefon. Wychyliłam się z mojego domku, który był trochę.. popsuty.. Może usłyszę o czym rozmawia.. a przede wszystkim z kim.. Nie! Poszedł do innego pokoju! Zeszłam z kredensu i ruszyłam w stronę pokoju gdzie znajdywał się XANA. Po chwili zobaczyłam jakiś cień.. Cień nogi. Pisnęłam głośno. Noga się cofnęła. Usłyszałam jak Xavier'emu upada komórka po czym wybiega z pokoju.
- Przepraszam Kara.- powiedział Bartek schylając się.
- Spokojnie. Już dobrze.- powiedziałam i odetchnęłam z ulgą.
- Kara, czemu ty z tam tond zeszłaś?!- darł się na mnie mężczyzna.
- Przepraszam ja...- w tedy mnie olśniło.. Przecież po co być miłym skoro ktoś inny zupełnie nie jest dla mnie..?-  Nie.. Nie mam zamiaru już tam siedzieć! Czemu nie mogę wyjść na spacer.. Nie sama, ale z kimś, aż tak trudno o to...- nie dokończyłam. Moje oczy znowu zaświeciły się na czarno. Rzuciłam się na jego nogę i ugryzłam w kostkę. On gwałtownie odrzucił mnie, a ja uderzyłam z całej siły o ścianę.
-Czy ty zwariowałaś?!- wydarł się na mnie. Spojrzałam na niego już normalnymi oczami. Patrzył na swoją nogę, z której małym strumyczkiem płynęła krew. Po sekundzie na górę weszła Stefani, przerażona krzykami.
- Co się dzieje?- spytała wystraszona.
- Stefani, idź z Karą na spacer, bo ona mi się tutaj buntuje.- powiedział Xavier. Kobieta dziwnie się na nas spojrzała, ale wzięła mnie na ręce.
- Wiesz co.. zanim pójdziemy na spacer, chce Ci coś dać. Chodzi o ubrania.-powiedziała kobieta. Szczerze się zdziwiłam. Poszłyśmy na strych. W środku była maszyna do szycia i mnóstwo materiałów, zarówno jak i manekinów. Po środku stał dość duży stół, a na nim.. pełno małych ubranek!!
- Jak ty to zrobiłaś?!- spytałam zdziwiona i weszłam na stolik. Wzięłam jedną bluzkę do ręki..
- Ubierz się. Nie możesz chodzić w tym samym.. Już, już. Zaraz wrócę.- powiedziała i wyszła. Ja zaczęłam przeglądać i rozrzucać wszystko. Ja naprawdę jestem taka.. mała? W końcu znalazłam coś dla siebie.Ubierając się w to przyznałam, że w blondzie będzie mi lepiej..
Po niedługim czasie do pokoju wróciła kobieta ubrana w płaszcz i dużą torbą. 
- Idziemy?- spytała wyciągając w moją stronę rękę. Bez zastanowienia się weszłam i zaczęłyśmy iść w stronę wyjścia.
- Tylko wróćcie niedługo.- powiedział obojętnym głosem Xavier. Stefani nic nie powiedziała tylko wyszła. Czyżby się pokłócili...Prze ze mnie?
- Czy ty i..- nie dokończyłam bo poczułam na twarzy zimne powietrze. Od razu żałowałam, że nie wzięłam czegoś grubszego. Spojrzałam na kobietę. Ona bez zastanowienia włożyła mnie do kieszeni swojego płaszcza. Szłyśmy bardzo długo i rozmawiałyśmy ze sobą. Kiedy wracałyśmy do domu moją uwagę przykuło coś..
- Ej, czy to przypadkiem nie Odd i.. Jade?- spytałam Stefani. Ona przymrużyła oczy.
- Tak, to chyba oni.- przytaknęła.
- Wypuść mnie. Ja zaraz dojdę. Nikt mnie zobaczy więc, a zresztą.. dom jest blisko.- powiedziałam
- Wiesz, że Ci nie pozwolę.- powiedziała kobieta.
- Zrób to! - powiedziałam a moje oczy zaświeciły się na czarno. Położyła mnie bez żadnego, ale na chodniku.
- Ale wróć niedługo.- powiedziała.- Xavier mnie zabije jak się o tym dowie.- powiedziała do siebie, ale ja to słyszałam.. Szkoda mi jej. Pobiegłam w stronę Odda i Jade, którzy siedzieli przy stoliku w kawiarni, Zobaczyłam, że odległość mnie od Odda dzieli tylko jedna barierka, po której musiałam się niestety wspiąć. Jakoś trudno mi to zawsze wychodziło, przykładem jest na przykład moje miejsce w kuchni.. Nie umiem nawet normalnie usiąść na krześle. Ale tutaj chodzi o mojego chłopaka!! Zaczęłam się pomału wdrapywać. Nie chciałam krzyczeć, ponieważ inni mogli by zwrócić na to uwagę, czego nie chciałam. Byłam w połowie drogi. Niestety poczułam pod ręką coś mokrego.. krople deszczu. Puściłam jedną rękę. Pisnęłam cicho. Jak ja się dla nich poświęcam! Próbowałam złapać ręką jakiegoś miejsca, ponieważ czułam, że zaraz spadnę. Złapałam jakiegoś suchego miejsca i dalej się wspinałam.
- Odd!- krzyknęłam kiedy się już wspięłam. Spojrzał odruchowo w moją stronę. Ja stałam jak jakaś laleczka. Trzymałam się za boczki i tupałam nóżką. To miało znaczyć, że jestem oburzona.
- Kara! Co ty tu robisz?- powiedział zaskoczony.- Przecież mogło coś Ci się stać! - powiedział i chciał wziąć mnie na rękę, ale ja ją odganiałam. 
- Co to jest?- spytałam pokazując na Jade
- Cześć, jestem Jade i nie jestem czymś.- powiedziała dziewczyna.
- Oj nie żartuj sobie ze mnie!- powiedziałam urażona.
- Kara, uspokój się!- powiedział chłopak.- Jesteśmy tutaj dlatego, że...- przerwał.
- No.. Dlaczego?- spytałam z łzami w oczach. 
- Kara, prosze.. Eh, ona chciała ze mną na spokojnie porozmawiać.- powiedział i przewrócił oczami.
- Odd. Zabiore na chwilę Karę.. Muszę jej coś powiedzieć.- Jade wzięła mnie szybko w rękę z złośliwym uśmieszkiem.
- Czego ty ode mnie chcesz, dziewczyno?!- krzyknęłam.
- Wiem kto może Cię znowu powiększyć.- powiedziała znowu złośliwie się uśmiechając.
- Co ty mówisz?- spytałam zdziwiona i wystraszona jednocześnie.
- Dwie osoby mogą to zrobić.. Minus i.. Ja.- i puściła mnie. Zaczęłam spadać w dół. Z wielkim rozpędem uderzyłam o chodnik. Wszystko mnie bolało.- A teraz nie zrobisz nic. Uwiodę ,,twojego" chłopaka.- i ruszyła w stronę Odda. Kiedy trochę się pozbierałam wstałam i zaczęłam ruszać do domu Xaviera. Kiedy weszłam do środku słyszałam jak krzyczy na Stefani. Łzy napłynęły mi do oczu. 
- Jestem!- krzyknęłam na tyle głośno, żeby przestali na siebie krzyczeć. 
- Dziewczyno, co ty wyrabiasz!- teraz XANA zaczął wydzierać się na mnie.
- Czekaj!! Wiem, że długo mnie nie było, ale dowiedziałam się, coś bardzo pożytecznego
- Co takiego?- powiedział już spokojniej. 
- Wiem kto może mnie znowu powiększyć!- powiedziałam smutno.- Ale raczej, ani ta osoba, ani ta tego nie zrobi. 
- Kto taki?- spytał
- Minus i Jade
- Jade?- spytał zaskoczony.- Ale jak?
- Sama nie wiem.. I dlatego jestem smutna.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Była godzina pierwsza w nocy, zobaczyłam, że wszyscy spali. Ubrałam się w te same ubrania co dostałam od Stefani
I wyszłam z mojego domu dla lalek. Zeszłam wolnym krokiem po schodach. Zobaczyłam, że na dworzu pada deszcz. Wyszłam na zewnątrz nie zastanawiając się ani trochę nad pogodą. Nie mam zamiaru już dłużej być w tym domu! To mnie denerwuje. Wszyscy tylko mówią co mam robić, a czego nie.. Po chwili zawiał bardzo mocny wiatr. Poderwałam się do góry, a wiatr zaczął mną szarpać obijając o drzewa i targając po krzakach. Po chwili wpadłam do kałuży. Rozejrzałam się dookoła. Nie wiedziałam gdzie jestem. Co ja takiego zrobiłam?! Wstałam, ale zaraz się rozmyśliłam i poszłam pod jakiś krzaczek. Łzy spadały na ziemie mieszając się z błotem, w którym siedziałam. Położyłam się i przykryłam liściem. Zasnęłam w deszczu.

Obudziły mnie czyjeś głosy. To były raczej nieprzyjazne głosy.
- Ej, stary, zobacz jakie szkody zaszły w tym ogródku.- powiedział jakiś mężczyzna. 
- Jaka, szkoda.. Przynajmniej szkodników nie będzie.- powiedział drugi mężczyzna. Przykryłam się bardziej liściem. 
- Widzisz to co ja?- spytał jeden z nich. Ja z paniki odrzuciłam liść na bok.
- Co to?- spytał podchodząc do mnie. Chciał złapać mnie do ręki, ale ja zaczęłam uciekać. Byłam mała więc miałam trochę fory. Kiedy zniknęli mi z oczu wiedziałam, że już mnie nie znajdą. Niestety przez moje zamyślenie w coś weszłam. To była pułapka.. Znajdowałam się w klatce. Klatce należącej do minusa.
--------------------------------
Cześć, tu Kara.. dawno nie było rozdziału,ale już jest xD wena mnie ogarnęła o.O





2 komentarze:

  1. To się dziewczyna wkopała... Odd wydawał mi się bardziej inteligentny: no, przecież od razu widać, że Jade chce go "odbić". Świetny rozdział :)
    Czekam na next i pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No...no Kara wymiatasz.Rozdział jest meeeeeeeeegaaaaaaaaa extraaa

    OdpowiedzUsuń